Zaloguj się do konta

Łowiska zachodniopomorskie 1975-2017. Cz 1. Dawno, dawno temu ....... .

Pozwolenie na s….. .
            To pierwsza historia z tego grubego tomu opowiadań. Nie całkiem będzie o rybach, ale raczej o świecie którego już nie ma. Świecie wypraw dziecięcych z wędką które zaczęły się gdzieś w 1968 roku. Tak, to wtedy będąc 9 miesięcznym dzieckiem byłem pierwszy raz na biwaku. Jakie to były piękne lata , nawet nie pamiętam gdzie to było. Z lat późniejszych przypomina mi się jak chrzestna zabierała mnie z przedszkola, gdzieś w okolicach 5-10 czerwca każdego roku. Tak się to zawsze zaczynało (rok szkolny kończył się wcześniej). Potem był bagażowy Żuk gdzieś tam przez Ojca „załatwiony”. Nie mieliśmy wtedy samochodu. Pamiętam ciepłe dni czerwca i bicie serca, że będzie namiot, kąpanie, ryby, kometka , potem brydż, książki i święty spokój. Rozbijanie namiotu, ognisko czy pamiętacie te zapachy…..? I tak przez cały miesiąc. Z reguły do 5- 10 lipca. Choć lipiec na ryby to już nie to. Wszyscy co z nami jeździli mówili, że jak nie nałapiesz do 25 czerwca to potem już nędza. Nasze pomorskie jeziora są polodowcowe i długo się nagrzewają, ale i dłużej nie ma tzw. letniej stagnacji. Później te poglądy zweryfikowało życie, a najlepiej podsumował mój szef z „Wędkarza Polskiego” do którego kiedyś pisywałem artykuły  Wiesław Dębicki (szkoda tego pisma): nie ma złej pogody, braku brań,  po prostu my dziś nie umiemy ryb złowić nie znaleźliśmy na nie sposobu i szukamy wymówek. Myślę, że moja książka choć trochę pomoże nam wszystkim w jak najlepszym zrozumieniu ryb i ich zwyczajów.
            Pierwsza przygoda, bo tak będę nazywał te moje specyficzne opisy łowisk, zaczęła się dawno może w roku 1980 może 1979. Były wakacje, upalny lipiec, powietrze stało. Tata wraca z pracy o 14.oo. Krótkie pakowanie i jedziemy nad Rosnowo koło Kliszna na nockę. Już o 16.25 mamy PKS. Po 20 minutach wysiadamy obładowani manelami w Klisznie. Nie było tam jeszcze stacji paliw ani masztu telefonii komórkowej. Ot malutka osada w środku lasu i pól. Po prawej widać staw, pewnie pełen karasi i linów ale nie ten akwen jest dziś celem naszej podróży. Idziemy do jeziora piaszczystą drogą. Cieszę się nie kwękam jak dzisiejsze komputerowe dzieci ( a może kwękałem , ale lepiej mi nie pamiętać), idę przed siebie odganiając much i gzy. Specyfiką Rosnowa jest prawie brak dużej ilości komarów, chyba dzięki iglastym lasom i brakowi bagien. Po około 2 km. dochodzimy do brzegu jeziora. Jest pięknie bez fali, żadnych ludzi. Jak ja to lubię! Rozbijamy namiot, niestety część zbutwiała, ale to mnie nie martwi co tam. I tu pierwszy raz pojawiają się „goście”. Po kilku minutach pod namiot podjeżdża gazik. Wysiada z niego leśniczy i pyta czy mamy zezwolenie na biwakowanie. Mówimy zgodnie z prawdą , że nie ale facet jest sympatyczny i tylko nas ostrzega przed paleniem ogniska. Żegnamy się i odjeżdża. Zaczynamy szykować wędki. To też cała historia. Wtedy łowiło się jeszcze na bambusy, a jako że systemowo łowimy do dziś bez kołowrotka, musiały to być długie cztero – pięcio składowe kije. Ja miałem mniejszy bo bym nie udźwignął. Kiedy już zarzuciliśmy wędki na czerwonego robaczka (oj czerwony robaczek kopany na koszalińskiej oczyszczalni ścieków zwanej klarownią był super nie kupny jak dziś). No więc patrzymy się w spławiki z lipowej kory (wyrób mojego Taty, mam kilka takich do dziś), gdy nagle słychać motorówkę. Myślimy o jacyś wariaci robią falę. Niestety tymi wariatami była milicja wodna. Wysiadają sprawdzają karty wędkarskie wszystko w porządku, ale wtedy zauważają namiot. I zaczyna się czy mamy zezwolenie, my że nie. Trochę kłamiemy, że namiot dla dziecka żeby niby się w Indian pobawiło. W końcu coś tam gmerając pod nosem odjeżdżają nawet bez mandatu. Odetchnęliśmy, nic nie brało poza małymi okonkami więc postanowiliśmy sobie zrobić kolację. Rozpalamy ognisko a tu zajeżdża samochód Straży Wędkarskiej PZW na szczęście ich interesuje tylko czy mamy pozwolenie na łowienie . Takie akurat mamy. więc się zabierają, życząc dobrej nocy. Tata mówi, że to już chyba na dziś koniec kontroli, ale niestety się mylił. Po ok. 20 minutach spotyka nas wędrowny strażnik czy aktywista Ligi Ochrony Przyrody, kto wie może Ormowiec. Pyta arogancko co tu robimy, czy mamy pozwolenie na biwakowanie, ognisko itd. Niestety nie mamy. Dostajemy mandat 100 zł. I przestrogę, że rano ma nas tu nie być. Kładziemy się spać. I tak mi się podoba. Było ognicho, wędki , zachód słońca i masa dziwnych dorosłych, którzy się o coś tam czepiali. Dziś wiem, że trochę racji mieli, ale znowu biwakuję w różnych lasach już blisko 50 lat i nigdy go nie spaliłem . Wystarczy przestrzegać zasad. Każdy kto ma kartę wędkarską czy łowiecką po przeszkoleniu nie powinien być ścigany za wypoczynek na świeżym powietrzu.
            Wstaliśmy o 3.30, szybkie śniadanie wszak „kto rano wstaje temu Pan Bóg daje”. Składamy namiot i chowamy go w krzaki żeby nikt się nie czepiał. Wędki zmontowane idziemy w prawo, nadmienię ,że w lewo jest płot otaczający ujęcie wody dla Koszalina. Zakładamy kręcące się robaczki i zarzucamy zestawy ja z lewej Tata z prawej strony zwalonego drzewa (już go dziś tam nie ma ale miejsce dobre). Łowimy po 6-8 okoni po ok 20 cm. Tacie bierze leszcz. Po wyciągnięciu okazuje się , że może mieć z 1.20 kg, 1.30 kg. Uwalniamy go bo leszcz w naszej rodzinie liczy się od 1.50 kg. Ja zrywam zestaw, a tata doławia jeszcze jednego leszcza tym razem już ok 1.60-1.70. Trafia do siatki. Tak około 8 brania ustają i co się dzieje? Nagle zajeżdża gazik z Nadleśnictwa. Pytają ojca czy ma pozwolenie na to na siamto. Ojciec zmęczony pyta, a czy pozwolenie na sranie też muszę mieć? Dostajemy kolejny mandat tym razem na 200 złotych Nie mamy już sił, ryby nie biorą, upał się wzmaga zbieramy się bo przed nami 2 km piechotą do przystanku. Wieczorem i tak jestem szczęśliwy. Mimo wszystko było fajnie. Teraz doceniam brak ludzi na łowiskach w okolicach Białego Boru. Tam jest raj.
 

Opinie (1)

erykom

Wciągający artykuł,czekam na kolejną częsć ! ***** [2017-10-19 13:25]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Społecznościowy Portal Wędkarski wedkuje.pl
2008 - 2017