Zaloguj się do konta

Boleń na lekko

Pierwsze bolenie złowiłem wiele lat temu. Od pierwszych ryb na wędce minęło ponad dwa dziesięciolecia i przez ten czas używałem różnego sprzętu pod bolenie.

Jak to w życiu, były lepsze i gorsze wędziska czy kołowrotki. Pierwszym spinningiem, którym dość długo łowiłem bolenie był trzymetrowy teleskop długości 3 m, wykonany z włókna szklanego. Wielkich wymagań wtedy nie miałem, ale to był inny czas. Jak złowiłem podczas jednego wypadu dwie ryby to żyłem pełnią szczęścia. Spadające przelotki i ich klejenie to była czynność codzienna. Wtedy się tym nie zrażałem. Wiele trudności napotkałem, ale mimo wszystko skupiałem się na rzece, rybach i spędzaniu czasu nad wodą. Każda, nawet najdłużej oczekiwana ryba dawała nieopisaną radość. Tak, na tym zakończę ten fragment artykułu, bo przecież nie mam zamiaru opisywać tu wszystkich wędzisk, jakimi łowiłem bolenie.

Wspomnę jeszcze tylko o ostatnim, który do roku 2015 przyniósł mi w ciągu blisko czterech lat więcej tych drapieżników niż wszystkie poprzednie. Był to spinning długości 2,7 m o ciężarze wyrzutowym 8-35 g, akcji bardzo szybkiej, ugięciu progresywnym. Kij świetny, niestety, jak większość rzeczy nie był idealny i miał jedną podstawową wadę. Tą wadą był dość duży ciężar wyrzutowy jak na warunki rzeki, w której łowiłem.

W wyniku nabytej praktyki, na początku ubiegłego roku postanowiłem złożyć lżejszy zestaw spinningowy by móc komfortowo łowić bolenie podczas niskich stanów wody w rzekach Podkarpacia (a te do łatwych łowisk nie należą). Stanów, które na przestrzeni kilku ubiegłych suchych lat stały się standardem. Pomimo bardzo mokrej tegorocznej wiosny, trudno przewidzieć poziom rzek latem i jesienią. Obecnie posiadam dwa zestawy i jestem przygotowany na każde warunki.

Lekki zestaw na bolenia

Przed złożeniem nowego zestawu trzeba jasno określić swoje wymagania względem sprzętu i taktyki łowienia, by nie zakupić czegoś, co potem przepadnie porzucone na dnie szafy czy za stojakiem. Moje wymagania były następujące: w zestawie najważniejsze jest wędzisko - kijek długości 2,7 - 2,75 m, ponieważ ta długość sprawdziła się w przeszłości. Ciężar wyrzutowy ustaliłem na 18-20 g, cięższe przynęty miało obsługiwać stare wędzisko. Dalej: kij ma posiadać szybką akcję oraz głębokie ugięcie, ale w żadnym wypadku paraboliczne. Głębokie ugięcie było potrzebne do amortyzacji walczącej ryby, na co miała wpływ kolejna zmiana. Na szpuli kołowrotka w miejsce żyłki miała zagościć plecionka. Głębokie ugięcie w połączeniu ze sporą długością kija miało wystarczyć do odparcia ataków nawet całkiem dużych ryb, walczących w wartkim nurcie.

Wymagania względem plecionki były proste. Zależało mi głównie na nie wchłanianiu wody i by plecionka nie skracała rzutu. Średnica to żaden problem, jest duży wybór i jedynie należy zadbać, by była odpowiednia do naszych potrzeb. Kołowrotek to temat trudniejszy, jednak można znaleźć dobry sprzęt w przystępnej cenie. Tak naprawdę, kołowrotka nie miałem zamiaru kupować, gdyż już posiadam sprawdzony na boleniach, pozostało tylko nawinąć nową plecionkę na szpulę zapasową.

Po przemyśleniach przyszedł czas na wybór sprzętu.

Wybrałem wędzisko Dragon Specialist Pro Chub długość 2,75 m ciężar wyrzutowy 3-18 g. Kij lekki, szybki o niemałym ugięciu. Kolejną wytypowaną rzeczą była plecionka Team Dragon Braid średnicy 0,08 mm, wytrzymałość 6 kg. Posiadany już kołowrotek uzupełnił zestaw, to Fishmaker II FD 930i. Jego przełożenie 1:4.4 wprawdzie nie odpowiada ogólnym trendom „boleniowym”, które mówią, że kołowrotek musi mieć wysokie przełożenie jednak mi wystarcza, ponieważ za jednym obrotem korbki nawija blisko 80 cm linki. W tej sytuacji, w niczym nie ustępuje „szybkościowcom”, a nawet je przewyższa, ponieważ oferuje większą wytrzymałość mechanizmu i zarazem większą trwałość w użytkowaniu. W każdej chwili mogę go uzbroić inną plecionką i użyć do łowienia silnych ryb.
Dodam jeszcze uwagę, wypracowaną przez 2 dziesięciolecia: łowienie boleni nie polega tylko na szybkim targaniu przynęty tuż pod powierzchnią wody.

Nowy zestaw nad rzeką

W końcu znalazłem się z nowym zestawem nad rzeką. Pierwsze rzuty pokazywały, że wszystko dobrze skomponowałem, więc nabrałem przekonania, że mam oto sprzęt nie na kilka wypraw a na znacznie dłużej.

Dynamiczny kij, który we współpracy z plecionką bez trudu, a nawet bez wysiłku osiągałem potrzebny dystans, by sięgnąć po odległe bolenie. Bardzo czuły kij, na którym bardzo dobrze odbieram kontakt przynęty z dnem czy innymi przeszkodami w wodzie. Jest to nieuniknione z powodów specyfiki stanowisk, które preferuje boleń.

Boleń ma swój temperament, specyfikę. Silny nurt, rafy, okolice rynien z prądem tak mocnym, że człowiek swobodnie nie ustoi, warkocze za przeszkodami - to jego żywioł. Nowy spinning doskonale sprawdził się w tych warunkach. Precyzyjnie i pewnie zarzuca i prowadzi przynęty w takich stanowiskach. Najczęściej używam woblerów o masie około 12 g i gum 7,5 cm na główkach 8-12 g. Dzięki sporemu ugięciu podczas uderzenia ryby, nawet na krótkim dystansie kij nie jest wyrywany z ręki, a samo uderzenie zostaje dobrze zamortyzowane.

Jak łowić?

Warto wykorzystać niuanse dna, ustalić stanowiska ryb. Zmiana kierunku prowadzenia przynęty daje ogromne możliwości. Należy też nie zapominać, że boleń atakuje przynętę prowadzoną na wszystkie możliwe sposoby w stosunku do układu nurtu: z nurtem, pod prąd czy w poprzek rzeki. Jeśli jeszcze wędkarz potrafi ustalić, którym ze sposobów poprowadzić ją w danym miejscu - jest w domu. Jednak czytania warkoczy za przeszkodami czy małych ledwie widocznych wyrw w brzegu, gdzie lubi się kryć w oczekiwaniu na kolejny atak trudno nauczyć się teoretycznie, o ile jest to w ogóle możliwe. Nic nie zastąpi wędkarskiej praktyki i instynktu łowcy. Polowanie na bolenia to ostra i dynamiczna potyczka dwóch drapieżników.

Żyłka czy plecionka?

Kolejna problematyczna sprawa, której obawiałem się najbardziej, to hol ryby w silnym nurcie na nierozciągliwej (w przeciwieństwie do żyłki) plecionce. Jak pokazała praktyka, wszystko da się zrobić. Wystarczy myśleć i chcieć. Dobrze wyregulowany hamulec i wyważona ręka pozwalają z powodzeniem holować ryby na plecionce. Ogólnie nie zauważyłem zwiększenia ilości spadów podczas holu w porównaniu do ryb holowanych na żyłce. Rybę należy holować zachowując spokój i wyczucie. Gdy dostrzegam sposób zacięcia ryby i oceniam, że ryba jest pewnie zacięta, pozwalam sobie na swobodę i zyskuję większą pewność podczas holowania. Skrócenie czasu holu, jeśli tylko jest to możliwe, ma pozytywny wpływ na kondycję uwalnianej ryby.

Moje wnioski

Mój lekki zestaw sprawdza się bardzo dobrze na niskiej i całkowicie niżowej wodzie. Obsługuję nim lżejsze woblery boleniowe już o masie od 6 g, jak i gumy na lekkich 4-5 g główkach. Podczas łowienia na rafach i przelewach można śmiało pokusić się nim o łowienie innych gatunków ryb. Poznał w ubiegłym sezonie takie gatunki jak certa, brzana, kleń czy okoń. Myślę, że na nich nie poprzestanę, dlatego gdy tylko nadejdzie koniec czerwca i miną okresy ochronne kilku gatunków ryb będę podejmować kolejne próby wieczornego spinningu.

Wnioski końcowe są dla mnie jasne. Zamierzone cele zostały osiągnięte. Bolenie można z powodzeniem łowić na plecionki i wędzisko o niewygórowanym ciężarze wyrzutowym, jednak by nie szarpać sobie niepotrzebnie nerwów należy wybrać jakościowo dobrą linkę.
Po raz kolejny się przekonałem, że warto eksperymentować i podejmować próby doskonalenia zestawów by jak najlepiej współpracowały z danymi przynętami w określonych warunkach. Czas na to przeznaczony z całą pewnością nie został stracony. Teraz, gdy kończę pisać artykuł, po głowie biega mi tylko jedna myśl: W jakim kierunku pójdę kompletując następny zestaw na bolenie?


 


 

Opinie (10)

barrakuda81

Latem na niżówce często używam kija do 22 gram wyrzutu.Wędka uniwersalna, w razie czego można przeskoczyć na mniejsze przynęty i poszukać np kleni.Kiedy nastawiam się wyłącznie na bolenie na "normalnej" wodzie przesiadam się jednak na "trzydziestkę" o szczytowej akcji i mięsistym dolniku.Potrzebny mi zapas mocy bo Wisła na moim odcinku to rzeka potężna o mocnym uciągu który dominuje i w takich warunkach szukam naszego bohatera na opaskach, na burtach i w rynnach.Lekki sprzęt to frajda podczas holu i finezja - fajna rzecz.Jednak należy pamiętać że w razie brania metrowej ryby w silnym uciągu może być pozamiatane...Z drugiej strony jak często się to zdarza?:-)Trzeba eksperymentować żeby czerpać radość z wędkowania "po swojemu".*****. [2017-06-08 18:37]

kaban

Może Krzyś przy następnym spotkaniu, a tym razem nad rzeką zaś porównamy swoje umijętności i wiedzę na wszelakie tematy z tym związane :))) [2017-06-08 20:08]

ryukon1975

Może Grześ, ale tylko może. :) Jednak bez jaj, nad rzekę pojadę już z wędką. :)) [2017-06-08 20:55]

ryukon1975

I nie mieszam przyjemności lub conajmniej zmieniam proporcje.:))) [2017-06-08 21:25]

Jakub Woś

Dzisiaj złowiłem bolenia na lekko a w zasadzie na leciutko. Ganiałem za kleniami kijkiem do 10g i żyłką 0,18. Brało tylko kleniowe przedszkole a jeden bolek wyglądający po atakach na 40cm co chwilę przerywał cisze. Stwierdziłem że podeślę mu obrotóweczkę nr 2. Pierwszy rzut, wyszedł ale spudłował, drugi rzut i znów to samo. Za trzecim trafił jak trzeba. Jak sie później okazało ma  56 cm. [2017-06-08 22:31]

rysiek38

No niestety mój jedyny kontakt z boleniem to jedynie kontakt wzrokowo -słuchowy niestety, z czego tylko raz miałem wtedy przy sobie sprzęt i mimo całego dnia prób, doszedłem do wniosku że jest to jedyna ryba która tak potrafi olewać człowieka (w moim przypadku chyba gamonia) :-) Wpis ekstra to i ocena wiadoma ! [2017-06-09 13:55]

ryukon1975

Boleń ma swój specyficzny charakter. Trzeba go rozgryźć co nie wiąże się tylko z rybą ale miejscówkami, rzeką itd. by łowić go regularnie a nie przypadkowo. Jest jednak też i dobra wiadomość. Po pierwszych stu sztukach jest już z górki. :) [2017-06-11 13:35]

przemek-p

@rysiek38 Ja właśnie łowiłem najwięcej boleni tam gdzie nie było ich widać na pierwszy rzut oka, ataki na powierzchni występowały bardzo rzadko i nigdy nie trwały długo mimo że jest to pewna miejscówka na bolenia. Chodziłem też w miejsce (ta sama rzeka tylko kilka km dalej) gdzie woda od boleni aż się gotowała, czasami aż potrafiły nogi ochlapać, przede wszystkim w okolicach wschodu i zachodu słońca a kontaktu z bolasem zero. Chyba prędzej można byłoby go zaciąć na szarpaka (czego oczywiście nie praktykowałem) :D Są to ryby o dosyć specyficznym ,,charakterze", ale miło jest je poczuć na kiju :)   [2017-06-15 02:05]

Sith

Wpis jak zwykle u Krzysztofa, na najwyższym poziomie***** Choć już archiwalny, dla mnie bardzo przydatny, bo nadchodzący sezon mam zamiar właśnie przymierzyć się do boleni. Coś mi się na starość należy... ;) [2019-02-08 08:59]

ryukon1975

Wpis już nie najmłodszy. Jednak za jedno Aleksandrze mogę poręczyć. Zmieniły się pewnie warunki nad rzeką, zmieniła się pogoda. Jedno pozostało bez zmian. Nie zmieniły się bolenie. Dziś gdybym miał zaczynać od początku to chciałbym przeczytać te same książki i atrykuły z prasy co wtedy. Choć nawet już nie pamiętam gdzie większości z nich szukać. [2019-02-08 17:53]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Wakacyjne karasie.

Na wstępie pragnę poinformować,że to mój pierwszy artykuł,więc…

Społecznościowy Portal Wędkarski wedkuje.pl
2008 - 2019