Zaloguj się do konta

Sandacz - grudniowa lokomotywa

Dzisiejszy wypad do ostatniej chwili był niepewny. Prognozy podawane w necie i tv różniły się co prawda nieznacznie, jednak oscylowały wokół magicznego zera stopni. Zaraz po przebudzeniu wychodzę na spacer z psem i pierwsze co czuję, to przenikliwie zimny wiatr. Idąc alejką widzę jednak zmarszczoną powierzchnię kałuży, a więc warto zaryzykować. Wyjeżdżając z miasta mijam przydrożny termometr, który wskazuje + 0,6 C. Dziesięć minut później zaczyna padać śnieg. Ostatni odcinek jest koszmarny. Czwartkowe i piątkowe opady deszczu sprawiły, że droga do tej pory grząska, dziś po prostu ociekała błotem. Mijam po drodze dwa auta, których kierowcy poddali się nie dojeżdżając do celu. Nad wodę docieram kilka minut po dziewiątej.

Wieje chyba ze wschodu, do tego zacinający śnieg i śnieg z deszczem. Wszystko to pachnie mi szczupakiem, więc zaczynam standardowo. Na agrafce ląduje 10 cm perłowy ripper Mann"sa, uzbrojony wolnoopadającą 8 gr główką. Woda wydaje się martwa. Po mniej więcej godzinie bezowocnego machania dochodzę do swojej ulubionej główki. Miejsce to w październiku i listopadzie darzyło mnie pięknymi okoniami, a na kilku ostatnich wypadach pozwoliło poczuć na kiju kilka sandaczy, których niestety nie wyjąłem. Zmieniam plecionkę na cieńszą i przeszukuję pudełko z mniejszymi gumkami.

Ostatnio sprawdzały mi się 7 cm kopyta i 5 cm rippery. Zaczynam od perłowego Relax"a 2 na 17 g jigu. Po kilku rzutach zaczynam się zastanawiać co jest nie tak. Coś mi nie pasuje. Widzę, że woda podniosła się od poprzedniej niedzieli, a mimo to przynęta opada szybciej... jak na mój gust - za szybko. No tak - tydzień temu łowiłem o oczko grubiej. Biorąc poprawkę na ten fakt, zaczynam schodzić z ciężarem jiga. Najpierw szesnastka, potem czternastka. Teraz jest lepiej. Czuję pierwsze skubnięcie z opadu. Ryba jednak nie chce poprawić. Postanawiam założyć mniejszą przynętę na jeszcze lżejszym jigu, by maksymalnie wydłużyć opad. Tydzień temu moim czarnym koniem okazał się 5 cm ripper Cabelas"a, na którego oszukałem siedemdziesięciocentymetrowego szczupaka.

Pierwszy rzut pod przeciwległy brzeg. Przynęta nie zdążyła nawet dotrzeć do dna, gdy poczułem potężne walnięcie. Zacinam - siedzi. Kij wygięty w pałąk, hamulec pięknie mruczy, ryba odbija kilka metrów w lewo i luz. Co jest? Zaczynam zwijać plecionkę, przekonany, że ryba się wypięła. Obserwuję linkę kątem oka i widzę, że jakoś dziwnie ucieka mi w lewo! A więc wciąż siedzi! Przyspieszam zwijanie do niemal boleniowego tempa i w końcu "doganiam" rybę. Jest już przy moim brzegu - 20 metrów w lewo. Gdy nawiązałem z nią kontakt, przymurowała na chwilę, a potem z impetem ruszyła w drogę powrotną. Teraz pokazała co potrafi - istna lokomotywa. Odjazd coraz szybszy, kij gnie się coraz mocniej i nagle stop. Ryba staje w miejscu. Czuję dwa charakterystyczne pstryknięcia na kiju. Ryba obraca się, ocierając grzbietem bądź ogonem o plecionkę i wolno rusza.

Po przepłynięciu dwóch, może trzech metrów dostaje kolejnego kopa i nabiera przyspieszenia. Tego odjazdu mój sprzęt nie wytrzymuje. Mimo coraz silniejszego wiatru i sypiącego w twarz śniegu, jest mi gorąco. Wyjmując z wody przynętę od razu widzę co się stało. Świeżutka główka Gamakatsu nie wytrzymała przeciążenia i wyprostowała się. Przeglądam pudełka w poszukiwaniu jiga o takich samych parametrach, jednak z grubszym hakiem i nie widzę niczego odpowiedniego. Mówię więc sobie, że ta jedna musiała być jakaś felerna i zakładam druga identyczną. Kolejnych kilka rzutów nie daje nic. Skracam skoki do 20-30 cm poderwań kija. Teraz gęsto opukuję drugą stronę główki i zaraz mam skubnięcie. Zacinam w tempo i ryba siedzi, ale gdzie jej do poprzedniczki. Idzie łagodnie jak owieczka. Gdy jest bliżej widzę srebrny bok i czerwonawą płetwę. Jaź, a może kleń, ale na gumę i to w grudniu? Wyjmuje rybę z wody i szczęka mi opada. Mojego rippera zassała 30 cm płoć!

To moja pierwsza płoć złowiona na spinning. Postanawiam dać odpocząć tej główce i przechodzę na następną. Ani jednak następna, ani kolejnych kilka nie dają mi kontaktu z rybami. Około czternastej plecionka zaczyna szumieć coraz głośniej. Temperatura zaczęła spadać, linka i przelotki zmieniły kolor na biały. Nie chcę jednak wracać, bo czuję, że to może być ostatni w tym roku wypad ze spinningiem na tę wodę, dlatego chce go maksymalnie wykorzystać. Po piętnastej zaciąga się i zaczyna szarzeć. Ponownie staję na swojej szczęśliwej główce. Wzmagający się wiatr utrudnia obserwację coraz sztywniejszej plecionki. Ustawiam się więc twarzą do wiatru. Rzuty są krótsze, ale przynajmniej mam jakikolwiek kontakt z przynętą. Tylko ile można rzucać w jedno miejsce. Chcąc nie chcąc zaczynam minimalnie zmieniać kąt rzutów.

Gdy w końcu wiatr zaczyna wybrzuszać plecionkę, zmieniam taktykę. Nie robię przerwy podczas opadu, tylko po poderwaniu wlokę gumę, by nie tracić z nią kontaktu i w końcu czuję delikatne przytrzymanie. Zacinam i od razu odjazd. Rybka pięknie walczy. Po pierwszym odjeździe daje się podprowadzić na kilka metrów i rusza w druga stronę. Gdy staje, znów spokojnie przyciągam ją ku sobie. Teraz zrywa się w prawo i pruje prosto w klatkę powyżej mnie. Tu jednak zatrzymuję ją stanowczo i przejmuję pałeczkę. Teraz idzie tak jak ja chcę. Próbuje jeszcze jednego zrywu i kapituluje. Podbieram ręką pięknego sandacza.

Rozglądam się wokoło i widzę, że jest już niemal ciemno. Pora wracać do domu.
Nie składam jeszcze broni. Mam nadzieję, że grudniowa aura będzie łaskawa i pozwoli wyskoczyć jeszcze w tym roku ze spinningiem, czego Wam i sobie życzę :)

Opinie (17)

pluszowy

Droga Redakcjo.W odpowiedzi na mail dotyczący zamieszczenia mojego artykułu, nie prosiłem o zmianę tytułu, ani oznaczenie jakich gatunków ryb ów opis dotyczy. Pragnę więc sprostować, że w przeciwieństwie do dokonanych przez Was oznaczeń - artykuł ten nie traktuje o połowie płoci. Płoć jest tu tylko nieoczekiwanym przyłowem, na tyle niezwykłym, że uznałem za stosowne, by o nim nadmienić.W swojej prośbie sugerowałem jedynie, by zmienić zdjęcie widniejące przy tytule opublikowanego artykułu, gdyż jak pewnie zauważą potencjalni odbiorcy - ma się ono nijak do tytułu, który pierwotnie brzmiał "Grudniowa lokomotywa", a i po Waszej zmianie na "Sandacz - grudniowa lokomotywa" nie ma niczego wspólnego ze zdjęciem.Pozdrawiam. [2009-12-13 15:11]

Zbig28

Ekstra.... do tego ta płoć. Naprawdę to chyba rzadkość, a na pewno ciekawostka. Mnie kilka razy zdarzyło się podczas spinningowania wyholować płotkę, ale mniejszą i do tego na paproszka założonego do bocznego troczka. Trafił mi się także raz linek ( ok.25-27 cm ), który połakomił się na obrotkę nr.3. Zapięty był na trzy groty !  Ciekawie opisałeś tę wędkarską przygodę, miło się czytało, a sandałek naprawdę wypracowany i bardzo ładny. Nie napisałeś tylko, która to rzeka Tak Cię obdarowała ?  [2009-12-13 15:42]

mirek2000

Gratulacje!!! Pierwszy raz słysze zeby ktoś złowił płoć na spinnig, widac że to jednak jest możliwe. Może też kiedyś jakąś złowię na spinning... Bardzo ładny sandacz!!! Pozdrawiam. [2009-12-13 15:44]

pluszowy

Łowisko na którym łowiłem, to stale połączone z rzeką, stosunkowo głębokie starorzecze Odry. Opisując miejsca piszę jak o rzece, bo na starorzeczu wciąż wyraźnie widać główki i klatki. Także samo koryto nie odbiegło zbytnio od pierwotnego, rzecznego charakteru. Podsumowując - bardzo ciekawe łowisko :) [2009-12-13 16:14]

użytkownik

Zdarzało mi się łowić płocie na gumki, jednak to były jakieś paproszki na okonia, patrząc na twoje zdjęcie to aż trudno uwierzyć że była aż tak pazerna, a jednak. Pięknie opisałeś tą chłodną wyprawę i jak pomyślę że mój spinning musi czekać do maja, to aż mnie skręca.

O sandaczu powiem tylko tyle, dałbym mu buziaczka w zębatą mordkę...ślicznota!

*5* i to wcale nie na gwiazdkę.    pozdrawiam!

[2009-12-13 16:32]

użytkownik

No jak widać samozaparcie popłaca! A ryby? Jak zawsze nie przewidywalne! Czasami tzw. przyłowy potrafią zaskoczyć! Pozdrawiam! [2009-12-13 17:37]

łysy wąż

Piękny sandał - gratulacje. Do końca sezonu zostały jeszcze dwa tygodnie, więc może uda Ci się przyciąć jeszcze jakąś lokomotywę ;-) Trzymam kciuki.połamania***** [2009-12-14 11:20]

użytkownik

Witam. Gratuluję sandacza. Jeszcze nigdy nie udało mi się złowić płotki na spinning,ze wzdręgą to już inna historia. Pozatem świetny artykuł. Ode mnie pięć gwiazdeczek. Pozdrawiam:) [2009-12-14 14:30]

MareKs

Taki sandacz pozostaje dla mnie na razie w sferze marzeń, niestety w okresie późnojesiennym i zimowym mam mało czasu żeby wychodzić sobie jakąś ładną rybkę :(

 

fajny tekst, grauluję połowu

[2009-12-14 17:03]

wiechu1603

Świetne opowiadanko i super przygoda.

Oczywiście piątka za całość.

Pozdrawiam.

[2009-12-14 19:34]

dany21

Gratuluje sandała i tej pięknej płotki. Od czasu do czasu fajnie jest wyciągnąć coś niespodziewanego, zawsze to jakieś urozmaicenie. [2009-12-15 14:09]

użytkownik

Jak myślisz co SIEDZIAŁO ? Po sposobie walki domyślasz się kto Ci rozgiął hak . Za art. jak zwykle .Pozdrawiam . [2009-12-15 21:34]

użytkownik

                                                                                                                       No no, to musiała być nie zła frajda. I ten rogal od ucha do ucha kiedy zobaczyłeś płoć na haku ;) A za sandała daje ***** pozdrawiam [2009-12-16 11:57]

staszek873

Podziwiam wytrwałość w pogoni za "mętnookim",bo sam za nim ganiam łodzią od czerwca do listopada,pozdrawiam życząc miłych Świąt oraz zdrowego i "rybnego"Nowego Roku [2009-12-16 16:14]

Smolik

Twój grudniowy wyjazd na ryby i opisana przygoda ze spinningiem potwierdza, że nawet na koniec roku można uzyskać niezły wynik. Ostatnio coraz częściej czyta się o połowach ryb spokojnego żeru na spinning. Sam dwukrotnie byłem świadkiem złowienia lina na twistera. Pozdrawiam. [2019-12-28 16:42]

barrakuda81

Płocie ,karpie na spinning trafiają się i to wcale nie tylko tym którzy łowią na wszelkie małe "gówienka" o rozmiarze rozwielitki.Warto być nad wodą zawsze! Nawet teraz kiedy wieje ,jest zimno i krótko mówiąc obrzydliwie...Taka aura odsiewa - wielu odpuszcza nie zawsze słusznie.Dziś nad wodą byłem sam opancerzony jak Zawisza Czarny pod Grunwaldem.Warunki straszne...Mimo tego miałem w tym piekiełku tyle przyduszeń, pstryków i różnych chorych jazd na końcu zestawu że przez cały sezon na tej wodzie tyle nie było.Wyjechał tylko jeden niewielki sandacz ale wiem że jutro tam wrócę.O to w tym chodzi - o wiarę że można.Nikt mi bowiem nie da gwarancji że jutro nie siądzie mi na kiju babcia tego malucha która cały sezon miała wędkarzy w nosie.Przecież metrówki tu bywały.Nie wolno odpuszczać i tyle a że marzną ręce, przelotki i ogólnie jest parszywie - po pierwszym pstryku to się już nie liczy;-) [2019-12-28 20:07]

Dartne99

Tym się zgadzam nie oddaje rejestru połowu puki rok się nie skończy choć już można kupić nowe. [2019-12-28 20:23]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Pan kleń

Po sezonie siedzę i się, zastanawiam czy normalnym było przemierzanie ty…

Grudniowa nocka

Witam jak obiecałem tak robię.Wybrałem sie na grudniową nockę ,bo jes…

Społecznościowy Portal Wędkarski wedkuje.pl
2008 - 2020