Zaloguj się do konta

Kołowrotki Shimano Nasci C3000 Prezentacja, opis i opinia użytkownika.

Witam.
Na wstępie chcę wyraźnie zaznaczyć, że nie jestem testerem firmy Shimano, ani również nie jestem w żaden sposób powiązany z tą firmą. Mój wpis ma na celu podzielenie się subiektywnym odczuciem, opinią oraz oceną kołowrotków tej oto marki.
Jestem niczym niewyróżniającym się użytkownikiem kołowrotków Shimano, który na podstawie doświadczeń z kołowrotkami tej marki wyrobił sobie po prostu o nich dobre zdanie. To, że jestem użytkownikiem kołowrotków Shimano, nie oznacza — jak ma to miejsce w wielu przypadkach — że zamykam się jedynie na kołowrotki tego oto producenta. Używam również kołowrotków marki Okuma, które również sobie bardzo chwalę, ale to nie o nich będzie ten wpis. Nie będę tutaj zanudzał informacjami, od kiedy firma Shimano zajmuje się produkcją sprzętu wędkarskiego, za to postaram się przekazać szereg informacji o jednym wybranym przeze mnie modelu kołowrotka. Jednym z wielu, którymi Shimano dysponuje w Swojej ofercie. Tym modelem jest kołowrotek noszący nazwę NASCI. Jest to model, który osobiście uplasowałbym w kategorii kołowrotka ze średniej niższej półki, biorąc pod uwagę pozostałe kołowrotki z oferty Shimano. Może i jest to klasa średnia niższa, ale na uwagę zasługuje fakt, że jest to najbardziej zaawansowany technologicznie kołowrotek z oferty Shimano, który posiada standardowy system oscylacji (koło zębate z mimośrodem). Wpis ten będzie dotyczył Nasci i Nasci, które według kodu producenta opisywane są jako NASC3000HGFB i NASC3000FC. Znawcy tematu zapewne już rozszyfrowali kody producenta, ale dla mniej wtajemniczonych mogę zdradzić, że końcówki tych kodów przypisane są do poprzedniej oraz nowej generacji modelu Nasci. Modele te na pewno łączy pojemność szpuli, za to różnią się generacją, specyfikacją, przełożeniem, a przede wszystkim roboczo godzinami, o ile mogę to tak nazwać. Zatem zapraszam na mój pierwszy wpis opisujący moje doświadczenia z tymi kołowrotkami oraz ich bezpośrednie porównanie techniczne i praktyczne wynikające z różnic, które są widoczne na papierze, ale czy są równie widoczne i odczuwalne podczas użytkowania?

Zanim zacznę opisywać poszczególne generacje, to czuje się zobowiązany poruszyć temat Shimanowskiej nomenklatury dla objaśnienia, co oznaczają symbole FC, C, HG.
Oznaczenie "FC" to oznaczenie hamulca oraz generacji. Pierwsza z liter, czyli litera "F" oznacza zastosowanie przedniego hamulca, a druga litera oznacza generację modelu, oznaczenie generacji jest alfabetyczne, im wyższa litera alfabetu, tym nowsza generacja modelu.
Litera "C" informuje o zastosowaniu kompaktowego korpusu, który w praktyce jest rozmiarem takim samym jak model niżej opisany bez litery "C", ale za to posiada pojemniejszą szpulę. Wychodzi więc na to, że model C3000 to w rzeczywistości model 2500, ale z pojemniejszą szpulą. Tak na marginesie jest jeszcze jedna mała różnica między modelem C3000, a 2500 i jest nią uchwyt korbki kołowrotka. W modelu 2500 zastosowano uchwyt korbki w kształcie litery "I", a model C3000 posiada uchwyt korbki w kształcie litery "T".
Oznaczenie "HG" oznacza wyższe/szybsze przełożenie względem standardowego przełożenia, a samo przełożenie opisywane jest jako ilość obrotów rotora wokół własnej osi przy jednym pełnym obrocie korbki.

Dane techniczne Nasci FB

Opis modelu C3000HGFB zacznę od technikaliów. Kołowrotek waży 250 gramów, posiada przełożenie 6,2:1 (wykonując jeden pełny obrót korbką, na rotor w teorii powinno zostać nawinięte 91 cm linki), pojemność szpuli wynosi 0,25 mm-210 m, a siła hamulca została opisana na 9 kg. Kołowrotek został wyposażony w system 4 łożysk + 1 łożysko oporowe. Z rozwiązań technologicznych oraz systemów Shimano postanowiło zastosować w Nasci:
Odkuwaną na zimno przekładnie HAGANE.
System napędowy X-SHIP, w którym pinion jest obustronnie łożyskowany.
Uszczelnienie CoreProtec pozwalający utrzymać wodę z dala od mechanizmów wewnętrznych kołowrotka.
G FREE BODY o przemieszczonym środku ciężkości sprawiającym, że kołowrotek jest lepiej wyważony.
Szpulę AR-C posiadającą specjalnie zaprojektowany kształt rantu, który ma sprawić, że oddawane rzuty będą dalsze.
Nawój Varispeed II gwarantujący idealne układanie linki na szpuli.

Jak to się wszystko zaczęło?

Moja przygoda z kołowrotkiem Shimano Nasci i zaczęła się od rozmyślania nad zmianą kołowrotka w zestawie szczupakowym i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że postanowiłem do wędziska o c.w 15-42 dołożyć kołowrotek w tak małym rozmiarze, jak 2500/C3000. Na tamten moment łowienie kołowrotkiem w rozmiarze 4000 z nawinięta plecionka 0.18 i używaniem miękkich przynęt o wadze mniej więcej 20 gramów było niespójne, przede wszystkim mało funkcjonalne. Niska waga przynęt w połączeniu z grubą plecionką powodowała mizerne czucie zestawu, a to zaś powodowało rozmyślanie nad zmodyfikowaniem zestawu szczupakowego. Zmiana miała polegać na wymianie kołowrotka na znacznie lżejszy i mniejszy, na który miała zostać nawinięta znacznie cieńsza plecionka. Taka zmiana miała poprawić komfort użytkowania oraz znacznie polepszyć czucie prowadzonych przynęt. Z perspektywy czasu uważam, że nieprawidłowo zabrałem się za modyfikacje zestawu i korzystniej było zacząć używać większych i cięższych przynęt, ale z drugiej strony przez moje nierozważne podejście do modyfikacji finalnie stworzyłem uniwersalny, a przynajmniej zbliżony do uniwersalnego zestaw spinningowy. Skupmy się jednak na kołowrotku, nie na całym zestawie. Podczas wyboru kołowrotka bardzo mocno sugerowałem się faktem, że posiadałem i użytkowałem z powodzeniem Shimano Catane w rozmiarze 4000, z której zwyczajnie byłem zadowolony i dlatego też wybór padł ponownie na kołowrotek ze stajni Shimano. Do wyboru Nasci przekonywał mnie przede wszystkim system core protect oraz X-Ship, którego działanie opisałem wcześniej. Wyżej pozycjonowane kołowrotki z oferty Shimano były dla mnie nieosiągalne, więc, sugerując się testami, opisami, opiniami, recenzjami i wszelakimi informacjami na temat Nasci, które w większości były pozytywne, wybór został dokonany.

Pierwsze wrażenia.

Pierwsze wrażenia po wyjęciu kołowrotka z pudelka były bardzo pozytywne. Kołowrotek sprawia wrażenie solidnie wykonanego, elementy są prawidłowo spasowane, a na korpusie nie występują żadne luzy pomiędzy elementami. Wizualnie kołowrotek może, ale nie musi się podobać. Jako ciekawostkę dodam, że w tamtym momencie jeszcze nie wiedziałem o mocnym aspekcie wizualnym Nasci, które ujawniło dopiero w blasku słońca. Wizualnie uważam, że Nasci jest po prostu ok. Zatem korbka w rękę i wkręcamy. Wkładam korbkę, kontruję z drugiej strony zakrętką kontrującą i po pierwszym zakręceniu na sucho pojąłem na nowo definicje maślanej pracy w kołowrotku ze średniej niższej półki. Dla porównania kręciłem kołowrotkami innych producentów, które cenowo faktycznie nie były zbliżone do Nasci, ale nie sugerując się cena, a oferta producenta, z której jasno wynikało, że poszczególne modele również były przedstawicielami średniej półki, to finalnie Nasci bardzo wyraźnie odznaczało się płynnością określaną jako maślana praca. Nawet kołowrotki wyposażone w większą liczbę łożysk nie posiadały takiej płynności na sucho jak Nasci. Taki sprawdzian utwierdził mnie tylko w przekonaniu, że ilość łożysk nie jest wyznacznikiem jakość kołowrotka. Będąc jeszcze przy temacie pracy na sucho, to kultura pracy była na wysokim poziomie, ale spoglądając na to obiektywnie, to można spotkać kołowrotki z niskiej półki jakościowej, które na sucho pracują bardzo kulturalnie, nic nie stuka, nie puka, nie przeskakuje itd. Inaczej się mają sprawy, gdy kołowrotek zaczyna pracować pod obciążeniem.
Nie pozostało w takim razie nic innego jak nawijać plecionkę i ruszać, początkowo nawinąłem 8 splotową 0.14mm, która na papierze może i nie różni się wiele od wcześniej wspominanej 0.18mm, ale gołym okiem było widać różnice w średnicy. Przed nawinięciem plecionki na Nasci, musiałem najpierw nawinąć plecionkę z podkładem na inny kołowrotek ze szpulą, której pojemność była opisana taką samą wartością jak w Nasci. Takie przewijanie pozwoliło precyzyjnie wypełnić szpule w Nasci. Według mnie malutkim minusem jest gładka powierzchnia na szpuli, która wymusza zastosowanie podkładu z np. żyłki. Niezależnie od ilości posiadanej plecionki. Jeżeli ktoś, tak jak ja nawija małą szpulę (np. 150 m plecionki), to tak czy siak, musi zastosować podkład i praktycznie nie robi to nikomu różnicy. Jednak minus gładkiej szpuli pojawia się, w momencie gdy, ktoś posiada dużą szpulę z plecionką (np. 1000 m) i nie potrzebuje stosować podkładów, to i tak w takim przypadku powinien zastosować podkład, żeby uniknąć potencjalnego ślizgania się plecionki po gładkiej powierzchni szpuli. Nawój sam w sobie nie daje powodów, by go krytykować, więc skoro wszystko już gotowe, to czas podpiąć kołowrotek i sprawdzić jak cała ta technologia sprawdza się w boju.

Nasci C3000FBHG w połączeniu z cieżkim spinningiem.

Jak można się domyślić kołowroteczek, który waży zaledwie 250 gramów i został spięty z ponad 270cm wędziskiem o wadze ponad 200 gramów, nie wpłynął dobrze na prawidłowe wyważenie zestawu. Kij leciał na przysłowiowy pysk. Nie zważając na nieprawidłowe wyważenie zestawu, grzebię w pudełku z przynętami i wybieram 10cm gumę Cannibala. Większość Cannibali w tym rozmiarze uzbrajam w 5-7 gramowe główki jigowe. Zanim wykonałem pierwszy rzut, to płynną regulacją ustawiłem hamulec, w którym ma się wrażenie, że każde kliknięcie pokrętła bardzo precyzyjnie zmienia jego siłę. Pierwszy rzut i zwijanie. Już po pierwszym rzucie uznałem, że zastosowanie linki 0.14mm poprawiło czułość zestawu, ale nadal nie było idealnie. Jednak to nie było wtedy najważniejsze. Zachwycony pracą kołowrotka chciałem tylko rzucać i zwijać, rzucać i zwijać. Jeżeli o rzutach mowa, to czas poruszyć temat szpuli, a dokładniej technologii specjalnie wyprofilowanego rantu, który ma sprawić, że rzuty będą dalsze. Mógłbym tutaj napisać, że rzuty stały się są dalsze, że super szpula itp. Ale nie napisze takich rzeczy, ponieważ po pierwsze w Catanie również zastosowano szpulę ze specjalnie wyprofilowanym rantem, a po drugie występuje różnica w jakości i średnicy plecionki. Są jeszcze takie czynniki jak siła wiatru oraz siła samego rzutu. Więc wyniki porównania właściwości rzutowych, nie uwzględniając wymienionych czynników, byłyby mało wiarygodne. Na marginesie dodam, że nigdy nie miałem potrzeby sprawdzania tego aspektu z metrówką w ręku. Moim zdaniem i piszę to całkiem poważnie, jedyne wiarygodne testy sprawdzające właściwości rzutowe z wykorzystaniem szpuli A-RC mogłyby się odbyć w warunkach laboratoryjnych. Temat właściwości rzutowych został opisany, więc po rzucaniu następuje zwijanie. W takim razie nie pozostaje mi nic innego jak opisać odczucia związanie ze zwijaniem, podczas którego przekładania Hagane oraz napęd X-SHIP mają szanse się wykazać. Na sucho wymienione technologie wywarł na mnie ogromne wrażenie, przede wszystkim tą maślaną pracą, ale według producenta cechują się one też dużą mocą i wytrzymałością. Podczas spokojnego zwijana gum o łącznej wadze 15-17 gramów wszystko pracuje, jak należy. Nawet złą sławą owiane szybkie przełożenie nie ząbkuje ani nic mu nie dolega. Po gumach przyszedł czas na obrotówki, które w momencie pracy pod wodą mimo niskiej wagi ich skrzydełko/paletka powoduje duże przeciążenie i opory na przekładni. Obrotówki aglia i comet w rozmiarach 4-5 uświadomiły mi, że kołowrotek o tych gabarytach i z takimi bebechami nie jest przeznaczony do tego rodzaju przeciążeń. Wszystko było pięknie ładnie, gdy szybkość zwijania była stosunkowo mała, ale gdy energicznym ruchem korbki gwałtownie przyśpieszyłem, to wtedy właśnie odczułem, że takie gwałtowne przyśpieszanie przyśpieszy jedynie sprawdzenie jakości oferowanych usług przez serwis Shimano w ramach gwarancji. Kołowrotek jakiś czas, ciężko mi teraz określić, ile dokładnie, pracował na zestawie szczupakowym, obsługując przynęty miękkie o wadze dochodzącej do 20 gramów, oczywiście zdarzało się używać przynęt miękkich o wadze nawet 30-40 gramów, ale czułem, że chcąc wykorzystać pełne możliwości tego kołowrotka przy tak dużych gabarytach przynęt, ten najzwyczajniej się „męczył”. Do kręcenia korbką trzeba było użyć więcej siły, a sama kultura pracy nie była już na takim poziomie jak podczas używania lżejszych przynęt. Nie były to ogromne różnice, ale jestem mocno wyczulony na wszelkie nawet najmniejsze zaburzenia pracy kołowrotka. Moje przekonanie było uzasadnione bardzo delikatnie odczuwalnymi stuknięciami podczas maksymalnego wysunięcia szpuli. Po zaznajomieniu się z możliwościami kołowrotka postanowiłem, że nie będę go więcej poddawał próbom wytrzymałościowym, tylko postaram się go użytkować zgodnie z przeznaczeniem. Doszedłem do wniosku, że oranie tak małego kołowrotka niezależnie od jakości i ceny tak ciężkimi przynętami mija się z celem, to tak, jakby wziąć nisko zawieszony super sportowy wóz i jeździć nim po błotnistych, wyboistych, dziurawych bezdrożach. Pojawiły się większe, cięższe gumy i stało się pewne, że Nasci nie będzie już mielić na dotychczasowym szczupakowym zestawie. Kołowrotek był w moich rękach wystarczająco dużo czasu, żeby uświadomić sobie, że ten model w takim rozmiarze nie jest stworzony do cięższego łowienia. Po prostu nie chciałem tego kołowrotka zajechać. Wtedy też pojawił się pomysł na spinningowy zestaw do łowienia szczupaków na bardzo lekko.

Zmiana zestawu na lżejszy.

Nie chcąc pakować się w koszta, podpiąłem Nasci do kija od Jaxona model Grey Stream o c.w 2-12 g i długości 228 cm. Według książkowych przypisów taki zestaw można śmiało zakwalifikować jako zestaw okoniowy. Ja jednak widziałem w nim potencjał na zestaw szczupakowy, oczywiście na bardzo lekko. Zdawałem sobie sprawę, że może to być jednak za lekki kijek do zastosowania, które było tylko teorią, ale ciekawość oraz chęć sprawdzenia takiego zestawu w praktyce zwyciężyła. Zostało tylko przewinąć plecionkę i do dzieła. Budżetowa plecionka o deklarowanej wytrzymałości producenta na poziomie 4,00 kg i rzeczywistej średnicy około 0,10mm ułożyła się bardzo równo i ciasno na szpuli Nasci. Biorąc pod uwagę moje nabyte doświadczenie związane tym kołowrotkiem, wiedziałem, że kołowrotek będzie znacznie lepiej radził sobie z przynętami o wadze poniżej 20 g, wykorzystując przy tym w pełni swoje możliwości bez obawy uszkodzenia mechanizmu. Dlatego też postanowiłem zawęzić przedział rozmiarowo wagowy do 5-10 cm oraz 5-15 gramów. Już początkowa faza łowienia sprawiła, że byłem bardzo usatysfakcjonowany możliwościami tego zestawu. Podczas używania przynęt o wadze 10-15 i lżejszych mogłem ze spokojem prowadzić przynęty szybko i móc w końcu wykorzystać w pełni możliwości szybszego przełożenia, a przede wszystkim zmieniać energicznie szybkość prowadzenia, nie odczuwając przy tym zmiany w kulturze pracy. Nie były wyczuwalne żadne puknięcia, stuknięcia itp. W takim zestawie delikatność, płynność i kultura pracy kołowrotka stała się nienaganna, niezależnie od sposobu prowadzenia. Ze względu na obowiązujący w tamtym czasie okres ochronny szczupaka, zestaw był używany, a nawet nazwałbym to nadużywany do łowienia okoni oraz pstrągów i jako cały zestaw spisywał się wręcz genialnie. Rozpoczęcie sezonu szczupakowego oznaczało młócenie cięższym zestawem, ale oczywiście na lekki zestaw szczupakowy z Nasci na czele też przyszedł czas. Na ten lekki zestaw udało mi się złowić bardzo dużo okoni, pstrągów i szczupaków, a właściwie około wymiarowych szczupaczków. Żeby było jasne, moim zamiarem nigdy nie było łowienie szczupaków poniżej wymiaru ochronnego. W zestawie jednak po pewnym czasie zaczęło mi brakować szybkości oraz możliwości stosowania trochę większych i cięższych przynęt, których mimo przeciążania używałem na kiju Jaxona. Przy ciężarze przynęty około 15 gramów w kiju zaczęło brakować szybkości, a największy brak szybkości był odczuwalny przy zacięciu. Ogarnięcie nowego kija do łowienia szczupaków na lekko było tylko kwestią czasu. Doszedłem też do wniosku, że nie będzie to zestaw do łowienia szczupaków na lekko, tylko zestaw, który śmiało będę mógł określić mianem uniwersalnego zestawu spinningowego. Legenda głosi, że w teorii uniwersalny zestaw nie istnieje, ale w czyżby napewno? Nowy zestaw składający się z kołowrotka Shimano Nasci C3000HGFB oraz wędziska Kongera o c.w 3-18 g oraz długości 244 cm stał się nie tylko uniwersalnym zestawem spinningowym, którym z powodzeniem mogłem łowić w zależności od warunków różne gatunki ryb, ale stał się przede wszystkim zestawem, za który najczęściej łapałem, wybierając się na wiosenno letnie spiningowe połowy. Rozpoczęcie sezonu oraz jesienne połowy szczupaka to już cięższa liga. Ja tu o zestawach, a przecież główną rolę tego wpisu odgrywa kołowrotek Shimano. Moja największa dotychczasowa zdobycz złowiona przy pomocy kołowrotka, jakim jest Shimano Nasci C3000HGFB, to szczupak mierzący 72cm, nie był to szczupak z rodziny sznurówkowatych, a jego wagę oceniam na 2,5/3kg, ale ile dokładnie ważył, to nie wiem, ponieważ ryb nie ważę. ;) Jak już został poruszony temat ważenia, to warto opisać, jak sprawuje się hamulec w praktyce. Dla mnie wielotarczowy hamulec w kołowrotkach Shimano jest na Swój sposób unikalny, począwszy od samej regulacji po jego pracę pod obciążeniem. Jest to dla mnie o tyle zastanawiające, że przecież większość producentów używa identycznego schematu, stosując przedni hamulec w kołowrotkach, to nie mam bladego pojęcia, w czym tkwi sekret precyzji tych hamulców. Nie miałem nigdy możliwości sprawdzenia wiarygodności podanej wartości przez producenta oraz jego maksymalnej siły, która wynosi aż 9 kilogramów, ale do tej pory hamulec mnie nigdy nie zawiódł, powodując stratę ryby. Tak na marginesie, to po co komu aż tak silny hamulec w tak małym kołowrotku? W trakcie walki hamulec oddaje linkę natychmiastowo i równomiernie, a co najważniejsze podczas nagłych zrywów ryby hamulec nie ma żadnego opóźnienia ani nie występuje efekt szarpania (zwalniania i przyśpieszania oddawania linki pod wpływem jednostajnej siły). Niezależnie od ustawienia hamulca, czy jest on skręcony lekko, czy mocno pracuje on wzorowo. Przed podsumowaniem kołowrotka, jakim jest Nasci C3000 HGFB, chciałem wspomnieć o jego aspekcie wizualnym, który uwidacznia się dopiero w mocnym świetle, najlepiej słonecznym. Na pierwszy rzut oka kołowrotek wydaje się być czarny, ale w rzeczywistości jest on polakierowany drobinkami wielokolorowego brokatu, który uwidacznia się dopiero w mocniejszym świetle. Niemający wpływu na pracę detal wizualny, a potrafi ucieszyć. Będąc w wątku wyglądu kołowrotka, to nie będę opisywał każdej ryski powstałej na korpusie, bo tak owe powstały po takim czasie użytkowania, ale nie mają one żadnego wpływu na prawidłowe działanie mechaniczne kołowrotka No i prawidłowe działanie mechaniczne przypomniało mi, że nie poruszyłem tematu usterek. Owszem pojawiły się nieznaczne luzy na kabłąku i korbce, ale są one tak znikome, że nawet mnie one nie przeszkadzają, a powstałe luzy nie zaburzają ogólnej pracy przekładni oraz mechanizmów. Sprężyna kabłąka zapewne też już nie ma swojej pierwotnej mocy, ale również mnie to jakoś szczególnie nie przeszkadza. Tak oto wymieniłem wszystkie usterki, jakich się dopatrzyłem przez cały okres użytkowania Nasci. Na koniec chcę jeszcze poruszyć temat serwisu Shimano, który według wielu opinii funkcjonuje perfekcyjnie. Szczerze napiszę, że po prawie dwóch latach użytkowania kołowrotek odwiedził serwis Shimano, ale nie było to spowodowane uszkodzeniem kołowrotka czy powstałymi luzami, a jedynie kończąca się gwarancją. Kołowrotek przez cały okres użytkowania nigdy nie był serwisowany i nigdy nie dał mi powodów, by sprawdzać jakość usług serwisowych. Kołowrotek w pudełko, stosowny formularz i przesyłką do serwisu. Tutaj ogromna, ale to ogromna niespodzianka. Cała procedura serwisowa od drzwi do drzwi trwała, uwaga! Pięć dni. Czapki z głów za taki serwis, który nie dość, że wykonał usługę w ekspresowym tempie, to czuje się zobowiązany napisać prawdę, że jakość usługi oceniam na celującą. Kołowrotek został poddany standardowej procedurze serwisowej, czyli rozebranie, rewizja, wyczyszczenie, smarowanie,
składanie i przyznam, że kultura pracy oraz płynność znacząco się poprawiła.

Podsumowanie Shimano Nasci C3000HGFB

Podsumowując kołowrotek Shimano Nasci C3000HGFB -to tak zupełnie szczerze- przez cały okres jego użytkowania nigdy mnie nie zawiódł i do tej pory ma się wyśmienicie. Największymi jego zaletami bezapelacyjnie jest napęd X-SHIP, przekładnia HAGANE, maślana praca oraz ogólnie pojęta płynność hamulca. Wiem, że nie wspomniałem nic na temat CoreProtec, ale nigdy nie rozkręcałem tego kołowrotka, żeby móc poprawnie zweryfikować zasadność i efektywność działania tego systemu. Pozostaje mi jedynie przypuszczać, że działa on prawidłowo. Kołowrotek na lekkim oraz uniwersalnym zestawie był używany bardzo często, a nawet jak wspomniałem, był nadużywany i do takiego zastosowania jest on przeznaczony. Prawdą też jest, że od jesieni używany jest rzadziej, a to dlatego, że jest spięty z Grey Streamem i służy głównie do łowienia metodą DropShot. Chyba rozsądek, a na pewno użytkowanie kołowrotka zgodnie z jego przeznaczeniem spowodowało, że kołowrotek nadal świetnie pracuje i nadal mogę go uznać za bezawaryjny. Wszystko to sprawia, że na temat Shimano Nasci wyrobiłem sobie bardzo pozytywne zdanie, no bo spoglądając na to wszystko obiektywnie, to nic nie sprawiło, żebym nawet bardzo chcąc, wyrobił sobie negatywne zdanie na temat tego kołowrotka. Oczywiście można debatować czy to, co na papierze ma odzwierciedlenie jeden do jeden w rzeczywistości, ale jedno wiem na pewno. Za każdym razem, gdy używam tego kołowrotka, utwierdzam się tylko w przekonaniu, że Shimano to nie
tylko logo, za które się płaci. Dla mnie Shimano to jakość, która ma Swoją cenę.

Dane techniczne Nasci FC

Opis modelu C3000FC zacznę podobnie jak w przypadku poprzednika od opisu aspektów technicznych. Kołowrotek waży 240 gramów, posiada przełożenie 5,0:1, pojemność szpuli wynosi 0,25 mm-210 m, a siła hamulca została opisana na 9 kg. Kołowrotek został wyposażony w system 5 łożysk + 1 łożysko oporowe.
Z rozwiązań technologicznych oraz systemów Shimano postanowiło zastosować w Nasci:
Odkuwaną na zimno przekładnie HAGANE.
System napędowy X-SHIP, w którym pinion jest obustronnie łożyskowany.
Uszczelnienie CoreProtec pozwalający utrzymać wodę z dala od mechanizmów wewnętrznych kołowrotka.
Obudowę G FREE BODY wykonaną z użyciem lekkiego włókna węglowego Ci4+.
Szpulę AR-C posiadającą specjalnie zaprojektowany kształt rantu, który ma sprawić, że oddawane rzuty będą dalsze.
Technologie SILENTDRIVE poprawiającą spasowanie elementów wewnętrznych w celu wygenerowania gładkiej, lekkiej oraz cichej pracy kołowrotka.
Podwójnie kryte i uszczelnione łożyska S A-RB.

Czas na nowe.

Nowa generacja oznacza w teorii nowe technologie, które Shimano w kołowrotku Nasci FC zatytułowało jako "Najnowsze technologie SHIMANO zamknięte w przystępnie cenowym kołowrotku". Już od samej premiery kołowrotek Nasci FC wzbudzał we mnie ogrom pozytywnych emocji, które śmiało mógł zawdzięczać Swojemu poprzednikowi, dzięki któremu już na starcie uznałem, że nawet jeżeli nie będzie lepszy niż poprzednik, to na pewno będzie równie dobry. Po zapoznaniu się z danymi technicznymi oraz zastosowanymi technologiami byłem już niemal pewny, że nowa generacja Nasci może być tylko lepsza. Jedyne co nie było pewne, to hasło "przystępnie cenowym kołowrotku". Według opisów katalogowych kołowrotek zbliżał się do półki, na której znajdowała się Ultegra, a to dawało jasno do zrozumienia, że w kategorii cenowej nowe Nasci również zbliży się do Ultegry. Tutaj pierwsza niespodzianka. Ceny nowego Nasci niedługo po premierze (07.2021) spadły —według mnie był to celowy zabieg marketingowy—, a jego cena ze zbliżonej do Ultegry zmalała do ceny poprzedniej generacji Nasci. Kwoty wahały się od 350 zł do 400 zł w zależności od rozmiaru oraz oferty sklepu. W taki oto sposób na horyzoncie pojawiło się małe wędkarskie marzenie sprzętowe, które miało na celu godnie zastąpić starą generację Nasci.
Moje małe wędkarskie marzenie sprzętowe się ziściło i stałem się szczęśliwym posiadaczem Shimano Nasci C3000FC. Gdy tylko kołowrotek trafił w moje ręce, to bez zastanowienia zacząłem go od razu wkręcać w uchwyt kołowrotka mojego Shimanowsko-Kongerowskiego uniwersału. Zanim jednak opiszę, jak kołowrotek sprawdza się w praktyce, to wypada przecież opisać pierwsze wrażenia po wyjęciu kołowrotka z pudełka.

Pierwsze wrażenia.

Pierwsza rzecz, jaka rzuca się w oczy zaraz po wyjęciu kołowrotka z pudełka, to jego wygląd, który mnie się bardzo, ale to bardzo podoba. Zastosowanie monochromatycznego designu zrobiło na żywo na mnie ogromne wrażenie. Oczywiście podczas wyboru kołowrotka lub wędziska nigdy nie sugerowałem się jego wyglądem i w przypadku Nasci FC nie było wyjątku od tej reguły, jednakże muszę przyznać, że od pierwszego katalogowego wejrzenia wizualna strona nowej generacji bardzo przypadła mi do gustu. Oczywiście na uwagę zasługuje fakt, że zdjęcia w katalogach są przeważnie komputerowo obrabiane, żeby uwydatniały produkty prezentowane w katalogu, ale w przypadku kołowrotka Nasci FC muszę szczerze przyznać, że wygląda on znacznie lepiej na żywo niż na zdjęciach w katalogu. Nigdy wcześniej żaden z posiadanych przeze mnie kołowrotków nie wywarł na mnie tak wielce pozytywnego wrażenia pod względem wizualnym, co nowe Nasci. Oczywiście jednym taki design może przypaść do gustu, a innym nie. O gustach i guścikach się nie dyskutuje. Kolejna rzecz, która przykuła moją uwagę, a wcześniej nie udało mi się uzyskać takiej informacji, to wkręcana bezpośrednio w korpus aluminiowa korbka, która była do tej pory stosowana tylko w wyżej pozycjonowanych modelach kołowrotków z oferty Shimano. Takie rozwiązanie ma oczywiście niwelować powstające luzy na przekładni i korbce. Korbka w korpus i wkręcamy. Zaczynam kręcić na sucho i zaczynam dochodzić do wniosku, że chyba coś jest nie tak. Kołowrotek tak jakby kręci ciężej, wydaje mi się, że trzeba użyć trochę więcej siły, żeby ruszyć nim "z miejsca", ale nadal cechuje się nienaganną płynnością oraz kulturą pracy. Zaczynam przyśpieszać kręcenie korbką i przyznam, że płynność oraz kultura pracy pozostaje nadal na wzorowym dla mnie poziomie i na dodatek zaczęło się kręcić jakoś tak lżej. Kręcąc i kręcąc, doszedłem też do wniosku, że kołowrotek wcale nie jest taki bardzo cichy, jak się tego spodziewałem, mając szczególnie na uwadze zastosowanie napędu SILENTDRIVE. Do tego wszystkiego sprawdziłem po jakim czasie od zakręcenia korbką, mechanizm się zatrzyma. Tutaj również nie było spektakularnych wyników. Swoje obiekcje oparłem na porównaniu do poprzednika, który był świeżutko po serwisie. Zacząłem mieć trochę mieszane uczucia, ale postanowiłem nawinąć plecionkę i sprawdzić jak kołowrotek sprawuje się nad wodą. Mimo pewnych zastrzeżeń oraz mieszanych uczuć byłem nadal optymistycznie nastawiony do nowej generacji Nasci, ponieważ podobną sytuację miałem z kołowrotkiem innego producenta, który na sucho pracował mizernie, ale po paru, parunastu godzinach mielenia pod obciążeniem, praca kołowrotka się polepszyła.
Wkręcam Nasci w uchwyt kołowrotka mojego Kongerowskiego uniwersału i biorę się za nawijanie 8 splotowej plecionki o deklarowanej średnicy 0,10 mm. Początkowo wszystko przebiega znakomicie, ale po pewnym czasie zauważam na szpuli tworzący się z plecionki stożek. Nie jest to oczywiście nic tragicznego, ponieważ wystarczy skorygować nawój za pomocą dołączonych do kołowrotka podkładek. Po niewielkiej korekcie szpula kołowrotka została równo i ciasno wypełniona czerwoną plecionką. W dużym skrócie do nawoju nie mam żadnych zastrzeżeń.

Nasci C3000FC na zestawie uniwersalnym.

Uniwersalny zestaw spinningowy został wyposażony w Nasci C3000FC, który zestaw ten wyważa akceptowanie. Środek ciężkości przypada niecałe 9 cm w stronę szczytu od centralnego punktu na stopce kołowrotka. Na spokojną rozgrzewkę zapinam na końcu zestawu niedużą gumę z niedużym obciążeniem, która ma na celu skusić okonia do brania. Szybkie oraz precyzyjne ustawienie siły hamulca dzięki jego znakomitej płynności i już jestem gotowy do rzutu. Rzucam i zwijam, rzucam i zwijam, powoli kręcąc korbką, nadal czuję, że mechanizm jak na ten kołowrotek i moje oczekiwania nadal nie pracuje tak lekko, jak myślałem, że będzie pracował. Kultura pracy oraz płynność jest nienaganna, występuje również efekt maślanej pracy, ale jest to określony przeze mnie z pełnym luzem efekt masła wyjętego z lodówki. Jest po prostu trochę ciężej. Podobnie jak w sprawdzianie na sucho kręcenie korbką wymaga użycia nieznacznie większej siły. Na marginesie muszę się odnieść do tej "siły", której znaczenie słowa trochę tutaj nie pasuje, ponieważ ktoś abstrakcyjnie może uznać, że kołowrotek to w ogóle trzeba rozpędzać dwoma rękoma. Więc określeniem siły mianuje sprawniejszy ruchu nadgarstka. Parę godzin łowienia, nadgarstek mi nie odpadł, a debiut w wykonaniu Nasci mogę uznać za udany. Mimo braku pełnej satysfakcji ze sprawdzianu Nasci C3000FC to na pocieszenie udało mi się złowić dwa nieduże szczupaczki. Sprawowanie się hamulca podczas holu było wzorowe, ale przeciwnicy też nie byli wymagający. Celem był średni lub duży okoń, ale używając 8,5 cm przynęty gumowej, zdawałem sobie sprawę z tego, że szczupaki też będą gryzły niedużą gumkę. W następnym dniu zdecydowałem się na łowienie z użyciem większych przynęt gumowych, żeby sprawdzić, jak będzie radził sobie kołowrotek z większym obciążeniem. Rekonesans rozpocząłem od użycia Mikado Fishuntera w rozmiarze 10,5 cm uzbrojonego w 5 gramową główkę. Po paru chwilach zmieniam przynętę na jeszcze większą i zapinam ZanderPro od Foxa w kolorze ultrafioletowej czerwieni. Kołowrotek nic sobie nie robi z przynęty, która z obciążeniem waży łącznie około 17 gramów (Kij opisany jest od c.w 3-18 g). Przynętę prowadziłem szybciej, wolniej, agresywnie przyśpieszałem i nic. Kołowrotek nawet nie jęknął. Bardzo nie rozsądnie stwierdziłem "a co mi tam" i postanowiłem założyć 14-centymetrowego Shadteeza na 5 gramowej główce, którego waga wynosi około 22 g. Przynętę zarzucam z wyczuciem, żeby kija nie uszkodzić i czekam tylko, aż zacznę zwijanie. Zwijam, przyśpieszam, zwalniam, przyśpieszam, prowadzę szybkim tempem i zaczynam chyba rozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Gdybym zamknął oczy i zwijał przynętę ważącą łącznie 7 lub ponad 20 gramów, to na podstawie używanej siły (ruchu nadgarstka) do kręcenia korbką nie byłbym w stanie określić, która przynęta znajduje się na końcu zestawu. Idąc tym tropem, postanowiłem sprawdzić, jak kołowrotek poradzi sobie z oporami stawianymi przez obrotówki. Zakładam obrotówkę czwórkę, rozpoczynam powolne zwijanie, delikatnie przyśpieszam, zwalniam, przyśpieszam gwałtowniej, szybko prowadzę, zwalniam i po takiej sekwencji na mojej twarzy zaczyna się rysować głupawy uśmiech. Myślę sobie "czyżby ułożyły się bebechy?". Zakładam sprawcę mojego dzień wcześniejszego sukcesu i zarzucam, ile fabryka dała. Zaczynam zwijanie i moje zadowolenie było tak duże, że zaczął wydobywać się dźwięk — równie głupi, jak wyraz twarzy — podśmiechiwania. Tak jak podejrzewałem, napędy, smary, przekładnie musiały się swoje nakręcić i po takim zabiegu kołowrotek zaczął pracować znacznie lżej i ciszej niż jak miało to miejsce zaraz po wyciągnięciu go z pudełka. Zadowolony z faktu, że kołowrotek pracuje, jak należy, do końca dnia nie skupiałem się już na pracy kołowrotka, a postanowiłem skupić się na efektywnym łowieniu. Z efektywnego łowienia nic nie wyszło, ponieważ nie udało się tego dnia przechytrzyć żadnego drapieżnika. Kołowrotek od momentu, gdy jego praca się unormowała nadal kręci płynnie i lekko, kultura pracy nadal jest na wysoce satysfakcjonującym poziomie i nie daje mi powodów, bym mógł twierdzić inaczej. Nasci C3000FC z powodzeniem obsługuje przynęty w zakresie do 20 gramów, ponieważ na więcej nie pozwala wędzisko, a po drugie ten zestaw po prostu taki ma być. Jego atrybutem jest przede wszystkim wszechstronność, w której Nasci FC odnajduje się znakomicie.

Podsumowanie:

Początki i owszem był trudne, pojawiło się zdziwienie oraz zmieszanie, ale na ten moment jestem bardzo usatysfakcjonowany oraz zadowolony z tego kołowrotka. Od atrybutów wizualnych po fenomenalną pracę przekładni i napędów. Lekka, płynna i bardzo kulturalna praca niezależnie od ciężaru przynęty oraz sposobu jej prowadzenia na moim zestawie uniwersalnym to cechy, które sprawiły, że ten zestaw w takiej konfiguracji przerósł moje oczekiwania. Obiektywnie oczywiście nie powinienem chwalić dnia przed zachodem słońca, ponieważ młynek jak dla mnie jest jeszcze świeżynka, a wszystkie elementy nadal pracują bez zarzutu oraz nie występują żadne luzy. Na tym etapie używania Nasci C3000FC z pełną świadomością i odpowiedzialnością stwierdzam, że nowa generacja Nasci sprawia wrażenie mocniejszej oraz wytrzymalszej konstrukcji za sprawą ulepszeń, które otrzymała, dlatego też używając jej zgodnie z przeznaczeniem, wróżę jej jeszcze dużo, dużo, dużo wykręconych bezawaryjnie roboczogodzin nad wodą.

Porównianie teoretyczne.

Na koniec całego wpisu postanowiłem zrobić bezpośrednie porównanie modelu FB oraz FC w rozmiarze C3000. Nie wiem, co z tego wyjdzie, ponieważ nigdy nie robiłem takiego porównania, no ale jak to się powiada, zawsze musi być ten pierwszy raz. Na papierze zdecydowaną przewagę ma FC, ale mimo to postaram się przybliżyć parę ciekawostek technicznych. Na początek przypomnę tylko, że generację FB oraz FC łączy zastosowanie takich technologi jak: Przekładnia Hagane, napęd X-SHIP, wyważony korpus G-FREE BODY, Szpule A-RC oraz System uszczelnień Coreprotec. Jednak najbardziej interesujące dla przyszłego użytkownika są różnice, a pierwsza z nich to waga. Nowa generacja została odchudzona, co w efekcie pozwoliło z ociężałych 250 gramów ustanowić nową wagę dla tego rozmiaru wynoszącą zaledwie 240 gramów. Łożyska, czym bez nich byłby kołowrotek? Nasci FC posiada jedno łożysko więcej niż Nasci FB. Teraz tylko chwila zastanowienia gdzie inżynierowie, technicy, konstruktorzy zamieścili to jedno łożysko więcej. Postanowili je umieścić w uchwycie korbki kołowrotka. Nasci FC posiada korpus, który wykonany jest z użyciem włókna węglowego Ci4+. Materiał Ci4+ to faktycznie na papierze może robić wrażenie, ponieważ większość w tym i ja kojarzy nazwę tego materiału z legendarnego już modelu Stradica FB. Jednak w teorii oraz praktyce jest to tylko element korpusu, a jedynie domyślam się, że jest to chyba ta klapka znajdująca się przy korbce, którą można odkręcić. Najbardziej wyróżniającą zmianą jest wprowadzenie do Nasci technologi znanej wcześniej tylko z wyższych modeli kołowrotków z oferty Shimano, czyli napęd SILENTDRIVE. W dużym skrócie, porównując FB do FC pod kątem technicznym, to nowa generacja jest lżejsza, ma jedno łożysko więcej, element obudowy jest z włókna węglowego Ci4+, a na koniec zastosowano technologię SILENTDRIVE. Tyle informacji można uzyskać, czytając jedynie opisy zawarte w internecie lub przeglądając katalog. Pierwsza część porównania technicznego była oczywiście na pełnym luzie z ogromnym dystansem, ponieważ dopiero teraz podejdę do tematu trochę poważniej. Jest jeszcze nie do końca wiadoma kwestia zastosowania łożysk S A-RB, ponieważ w zależności od katalogu informacje te są rozbieżne. W starym katalogu jest podana informacja o zastosowaniu łożysk S A-RB, a nowy katalog takiej informacji już nie podaje. Jak jest naprawdę? Nie wiem, choć mam pewne przypuszczenia. Mimo wszystko Nasci FC można śmiało uznać za nowe, ponieważ dopiero rysunki techniczne pozwalają nam zrozumieć, co tak naprawdę zostało zmodyfikowane w nowym Nasci względem starego Nasci. Zastosowano nowe tarcze hamulcowe. Wymienione zostało łożysko oporowe, łożysko podpierające tylną część pinionu (przypuszczam, że to może być właśnie wyżej wspomniane łożysko S A-RB) oraz napęd przekładni głównej (koło zębate talerzowe). Największe jednak zmiany wprowadzono w całym systemie oscylacji, w którym każdy element odpowiedzialny za system oscylacji nie ma nic wspólnego z poprzednią generacją Nasci. Wymieniono m.in. przekładnię oscylacyjną (koło zębate z mimośrodem) oraz suwak/ślizg oscylacyjny. Łącznie wymieniono 10 elementów odpowiedzialnych za napęd w Nowym Nasci, a sumując pozostałe zmienione elemnty, to uzbiera się ich ponad 20. Sugerując się teoretyczną analizą wprowadzenia zmian w nowej generacji Nasci, można dojść do wniosku, że faktycznie dokonano modyfikacji.

Porównianie w praktyce.

Teraz zatem czas na porównanie i przedstawienie modyfikacji w praktyce. Zanim jednak zacznę opisywać kołowrotki, to chcę poruszyć temat pudełek oraz ich zawartości, a dokładniej wcześniej wspomnianych rysunków technicznych. Wiem, że nie ma to żadnego wpływu na prawidłowość mechanicznego działania kołowrotków, ale uznałem, że warto o tym napisać. Nowe pudełko w Nasci jest w kolorze białym oraz nie jest pokryte lakierem bezbarwnym, tak jak pokryte było pomarańczowe pudełko w generacji poprzedniej. Biały barwnik jest pewnie tańszy, a brak zastosowania lakieru bezbarwnego zapewne w jakimś stopniu jest bardziej przyjazne środowisku. Kolejna rzecz, która w mojej ocenie jest przyjazna środowisku to rysunek techniczny, który w Nasci FC jest z papieru o mniejszej gramaturze, ponieważ czuć pod palcami jego grubość. Format kartki po jej rozłożeniu jest znacznie mniejszy, a nawet grubość czcionki może świadczyć o użyciu mniejszej ilości tuszu do wydrukowania rysunku technicznego. Rzetelne porównanie kołowrotków w praktyce wydaje się utrudnione, ponieważ największą praktyczną różnicą między nimi jest czas ich eksploatacji. Jednak postaram się rzucić, chociaż cień różnic, które zauważyłem, użytkując tych dwóch generacji. O gustach i kolorach się nie dyskutuje, to już wiem, ale jeżeli miałbym wybierać, który kołowrotek bardziej przypada mi do gustu, biorąc pod uwagę jedynie atrybuty wizualne, to bez wahania wybieram Nasci FC, a dlaczego? Kolorystyka jest stonowana, a linie oraz przetłoczenia na korpusie są agresywne i ostre. Dodatkowo korpus jest "gładki" i nie ma na nim żadnych grafik jak np. nazwa modelu lub logo przekładni Hagane. Poprzednia generacja też na swój sposób jest atrakcyjna wizualnie, choćby poprzez zastosowanie wielokolorowego brokatu, ale to nie moja bajka. Aspekty techniczne. Mógłbym tutaj rozpisać się na kolejne naście tysięcy znaków, ale postaram się przedstawić różnicę, które według mnie są najbardziej zauważalne, a dokładniej odczuwalne. Chcę tylko jeszcze dodać, że w porównaniu Nasci niezależnie od generacji do pozostałych kołowrotków z oferty Shimano, faktycznie dają one pewną namiastkę technologi oraz zastosowań znanych z kołowrotków usytuowanych wyżej w ofercie Shimano. Nie mam na myśli tutaj jedynie tego, co na papierze, a zdaję sobie sprawę, o czym piszę, ponieważ kręciłem przykładowo Ultegrą czy legendarnym już Stradiciem Ci4+. Nie będę też wypisywał bzdur, że praca tych kołowrotków jest do siebie bardzo zbliżona, ale jednak namiastkę tych technologii można odczuć w kołowrotkach Nasci. Namiastką tą według mnie jest płynność napędu i jej maślana praca, która jest nie do podrobienia, do tego jeszcze kultura pracy przekładni, płynny hamulec działający bez zarzutu, wytrzymałość oraz spasowanie elementów po dłuższym czasie eksploatacji. W bezpośrednim porównaniu Nasci FB i Nasci FC różnice, które ja odczułem, to na pewno różnica "mocy" w pracy napędu oraz przekładni. Przypominam tylko, że rozmiar tych kołowrotków to 2500/C3000. Po takim czasie mogę śmiało stwierdzić, że Nasci FB to konstrukcja stworzona do lżejszego traktowania. Na lżejsze traktowanie zasługuje na pewno napęd oraz przekładnie, które lepiej sprawdzają się w lekkim zestawie okoniowym obsługującym lekkie przynęty. Używając przynęt w zakresie od 5 do 15 gramów, Nasci FB pozwoli cieszyć się przez długi czas nienaganną płynnością i kulturą pracy. Nasci FC to już jednak konstrukcja, która znacznie lepiej znosi większe obciążenia w porównaniu do poprzednika. Różnice są odczuwalne podczas szybkiego zwijania oraz gwałtownego przyśpieszania używając przynęt o masie ponad 20 gramów. Nasci FC wykazuje się wtedy płynniejszą pracą, a samo kręcenie korbką jest po prostu łagodniejsze. W moim uniwersalnym zestawie ten kołowrotek sprawuję się lepiej niż poprzednik, ponieważ pozwala obsługiwać cięższe przynęty bez obawy uszkodzenia bebechów. Różnica w mocy jest odczuwalna, ale ta różnica nie bierze się z niczego. Kolejna różnica w pracy między FB a FC to różnica w użyciu siły do zakręcania korbką. Jest to naprawdę bardzo znikoma różnica, ale jednak skłamałbym, gdybym napisał, że takiej różnicy nie ma. Jest to mniej więcej jak porównanie różnic między leciutkim Vanfordem a mocarnym Stradiciem FL. Na koniec jeszcze różnica w głośności podczas pracy i tutaj małe zaskoczenie. Na sucho FB wydaje się pracować ciszej niż FC, ale już pod obciążeniem np. 10 gramowej przynęty jednostajnie zwijanej, to FB zaczyna być głośniejszy niż FC, w którym pod obciążeniem wydaje się, że pracuje tak samo cicho, jak bez obciążenia. Nie posiadam decybelomierza, więc ta różnica może być złudna. Podsumowując różnice między Nasci FB i Nasci FC, może ktoś uznać, że jest ich stosunkowo niewiele, ale na pewno nie można uznać, że żadnych zmian nie poczyniono.

Za marką SHIMANO można przepadać i można nie przepadać, ale trzeba pogodzić się z faktem, że jest jednym z prekursorów w dziedzinie sprzętu wędkarskiego w szczególności kołowrotków. Oczywiście można mieć inne zdanie na ten temat, ale w takich momentach zawsze się zastanawiam, jak można mieć inne zdanie na ten temat, skoro to nie Shimano się wzoruje na innych, a inni wzorują się na Shimano.

Jeżeli przeczytałeś to drogi czytelniku, to dziękuję ci za poświęcony na to czas. Przepraszam za wszelkie błędy, niepoprawną pisownię etc. ale jest to mój pierwszy taki wpis. Zdrowia życzę i pozdrawiam.

Opinie (5)

kaban

No napracowałeś się bądź naklikałeś jak ja to publikuję ale jest tu zawarte wiele niuansuw które mają spore znaczenie co do wyboru młynka bez względu na nazwę firmy. Szkoda tylko, że jak mniemam wielu młodych widząc taki tekst do przeczytania zrezygnuje z tych wiadomości i zada szybkie pytanie na forum "czy ten kołowrotek jest dobry" z dodatkiem bo mój budżet jest taki a taki. Pozdrawiam. [2022-03-04 13:19]

ryukon1975

Jako naczelny krytyk muszę coś napisać, czekałem kilka dni ale jak widzę niewielu miało ochotę przeczytać żeby później coś napisać. :) 1. Niepotrzebnie wydłużyłeś i tak spory tekst początkiem o tłumaczeniu się z testera. Całe wejście po powitaniu mogłeś skrócić do trzech zdań. 2. Osobiście skupiłbym się na opisaniu kołowrotka a nie całej symboliki jaką zawiera katalog Shimano. 3. Brakuje spacji, akpitów wszystko jednym siurkiem jak woda z kranu przez co nieczytelne. 4. Zwrot "przyśpieszenie przyśpieszy..." dość oryginalny niczym "masło maślane". Dodam że nie piszę tego ze złośliwości tylko żebyś wiedział co można poprawić następnym razem. Wtedy więcej osób taki tekst przeczyta i skomentuje czy oceni. [2022-03-05 13:15]

WedkarzIncognito

@kaban dziękuje bardzo za komentarz :) Niestety jest to smutna prawda z tą dzisiejszą młodzieżą. Przeglądając rozmaite fora, grupy, portale znaczna część nowych wątków lub postów to pytania o np. wędziska, ale bez sprecyzowanych szczegółów, jedyny szczegół jak sam zanzaczyłeś to ew budżet i to wszystko. Jednak prawdziwa karuzela to się zaczyna, jak młode grono ekspertów zacznie doradzać i powiem szczerze, że może i źle nie doradzają, ponieważ pojawiają się takie propozycje jak: kije Jaxon Grey Stream lub Mikado Bixlite, a w kategorii kołowrotków dominują Okuma Ceymar, Penn Slammer oraz Ryobi Zauber i Ecusima. Uważam, że nie są te złe propozycje, ale jak już ktoś zapyta, dlaczego kołowrotek Okuma Ceymar jest lepszy niż kołowrotek XYZ, to przeważnie pada odpowiedź uzbrojona w potężny argument "Bo to Okuma jest". Niestety wiedza u młodzieży jest znikoma, ale cóż się dziwić jak teraz większość po prostu powiela wyrywkowe informacje z internetu lub od swoich Youtube-owych idoli świecącymi sponsorowanymi łódkami, kijami i kołowrotkami. Pozdrawiam. @ryukon 1976 również dziękuje za komentarz :) Konstruktywna krytyka jest jak najbardziej mile widziana, a szczególnie od użytkownika, który zamieścił znacznie więcej artykułów oraz posiada w tym rozeznanie. Dziękuje bardzo za wskazówki, które mam nadzieje pomogą w przyszłości tworzyć lepsze wpisy, a szczególne punkt trzeci. Widze teraz jak na dłoni, że brak akapitów faktycznie sprawił, że tekst wygląda jak jedynym ciągiem pisany. Jeszcze raz dzięki wielkie i pozdrawiam. [2022-03-05 23:50]

ryukon1975

Uważam że wpis ogólnie byłby całkiem dobry. Jednak jest napisany dość nieczytelnie. Żeby go tak naprawdę w pełni ogarnąć trzeba dużo czasu. Dziś trudno to uzyskać zwłaszcza u młodszych którzy wychowani na reklamach wierzą że w kilka minut można dostać to co najlepsze. W wędkarstie tak nie ma, trzeba uczyć się latami i to tylko po to żeby zacząć rozumieć. [2022-03-06 07:43]

REKIN68

Generalnie jestem pod wrażeniem. Strasznie dużo tych liter w tekście. A tak poważnie to właśnie jestem w trakcie wyszukiwania nowego sprzętu i pewnie mi ten tekst pomoże. Może nibawem go przeczytam. [2022-03-09 19:25]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Społecznościowy Portal Wędkarski wedkuje.pl
2008 - 2022