Zaloguj się do konta

Myśl o grudniowych sandaczach

Miesiąc grudzień ostatni dzwonek , by wychodzić swoje ostatnie tegoroczne drapieżniki .Jedni z nas wykorzystują ten czas na łowienie , grubych grudniowych okoni z zimnej wody , drudzy zaś skupiają sie za sandaczaczami, które w tym okresie powinny brać jak najlepiej a wedkarze przesiadują nad brzegami rzek i na otwartej wodzie , zimne poranki i długie ciemne wieczory. Jeszcze zaś inna grupa wędkarzy nastawia się w tym okresie, na schwytanie grubego tłustego szczupaka, które nażerają się na zimę w tym okresie i ponoć książkowo biorą najlepiej jak to jest wie każdy z nas. Ja osobiście w końcówce tego sezonu nastawiłem się, na próbę schwytania jakiegoś sandacza chodź na moich pobliskich rzekach , to zadanie jest trudne z tego względu ze sandacza najzwyczajniej w świecie jest malutko , i jest on bardzo ostrożny . To utrudnia zadanie schwytania jakiegoś osobnika , ale spróbuję powędruję , popróbuję może sie uda . Na koniec dodam że ostatni sandaczyk wpadł mi w październiku i zabrakło mu niestety 3 cm do wymiaru ale i tak cieszył .
1.12.19. Ruszamy w 4 osobowym składzie , każdy z nas z nastawieniem na cos innego . Na miejscu jesteśmy przed godziną 7 , trochę ciemno jeszcze pół godzinna rozmowa przy kawie umila nam ten zimny poranek . W końcu pomału zaczeło się rozjaśniać , więc wyjmujemy sprzęt szybka kompletacja przynet i ruszamy nad brzeg . Znajdujemy się w miejscowości Patoki i ruszamy w górę rzeki , plan jest taki by dotrzeć do miejscowości Kąpina, i właśnie tam zakończyć nasze połowy w dniu dzisiejszym , jak będzie to się okaże . Ja na początku zaczynam od klasyki białe kopyto 10 cm od mansa na 14 g główce , i oddaje swoje pierwsze grudniowe rzuty . Swoją przynęte zwijam bardzo powoli , robiąc opad podbicie opad penetruję dno rzeki , z nadzieją na jakiś pstryk pierwszy pstryk już był niestety był to pstryk zaczepu w, żaden sposób woda nie oddała mi mojej przynęty niestety zrywka. Cóż trudno na samym początku rzeka pochłoneła mi przynęte. Szybkie przewiązanie zestawu i już próbuję swoich sił ale w innym już miejscu , tym razem próbuję na 11 cm jaskółke na 15 g główce , oddaję dalekie rzuty i powoli zwijam czując zimny powiew wiatru podbijam swoją przynęte  dość szybkim ruchem i czekam aż powoli opadnie na dno niestety różne kombinacje nie przynoszą skutku, u chłopaków też nawet bez najmniejszego brania narazie ruszamy w kolejne miejsce na kolejny fajny zakręt dość głęboki z twardym kamienistym dnem i dośc wartkim nurtem , po raz kolejny w dniu dzisiejszym opukuję dno starannie miejsce po miejscu, ale nic kompletnie nic czyżby ryba nie żerowała w dniu dzisiejszym pomyślałem, może to wina tych zmiennych pogód ? któż to moze wiedzieć.

Zmarznięci próbujemy swoich sił niestety zakręt nie chce nas obdarzyć w żadną chodź najmniejszą rybę , zgodnie ustalamy że na następnym zakręcie rozbijamy mały obóz na gorącą kawe z ogniska . Ruszamy dalej grudniowej zimnej wędrówki ciąg dalszy , pierwsze miejsce nie daleko postoju na kawę, stwierdzam zostaję i próbuje sił na zestawie końcowym bez zmian jaskółka od mikado 11 cm na główce 15 g, pierwszę co zaczynam robić to obławiam drugi brzeg rzeki i pukam przynętą o dno, krok po kroku kilkanaście powtórzeń nie przynosi rezultatu więc obieram inny trop i próbuję rzutów pod rosnącą trzcinę spoglądając na wodę. Dostrzegam zatopione drzewo pomyślałem może być to dobra kryjówka dla ryb, niestety póki co zgubne myślenie, bo ryb jak na taką ilosc wykonanych rzutów jak nie było tak nie ma, nie było nawet pobicia a ja myślę o rybie . Cos  na rzeczy musi być nie tak myślę , zmarznięty od zimnego wiejącego wiatru, i do tego co gorsza zimne podłoże zaczeło mi sprawiac duże problemy w postaci marznących stóp, ale nie poddaję się i próbuję dalej cały czas rzut po rzucie opad podbicie opad podbicie. Przynęte podprowadzam praktycznie pod sam brzeg, i naglę widzę  spod krzaka wypływa sandaczyk, atakuje moją jaskółkę chwilę powalczył na haku narobił nadzieji i niestety pech spadł, rybkę oceniałem na jakieś 50 cm nic większego jęk zawodu i próbujemy dalej. Oddaję jeszcze kilka rzutów w tym miejscu na sprawdzenie i poprawienie się, lecz zdaję sobie sprawę że jak już ta ryba się ukuła i była na haku to raczej nie powtórzy szkoda. Maszeruję dalej omijam jeden zakręt, który odpuszczam bo kawałek dalej namierzyłem fajną miejscóweczke i trzeba było by ją sprawdzić, docieram do miejsca na pierwszy rzut oka miejsce ciekawe głębokie w wodzie pełno gałęzi i te poobrywane burty. Myślę popróbuję z dużej jaskółki zmieniam na perłowe kopyto od foxa i tak samo na 14 g główce. Zaczynam pierwsze rzuty dalekie pod te oberwane burty, tam widac że jest głębia może jest i już zimująca ryba kto wie niestety nic, tym razem troszkę bliżej równolegle pod swój brzeg  nic a nic nie działa nie przynosi skutki. Myśląc jeszcze co tu zrobić by wywołać jakiś bodziec do brania drapieżnika wpadam na częste zmiany kolorów, zmieniam z perły na biało czerowne kopyto bardziej nam znaną jako flagowiec i próbuję teraz tym. Dociera do mnie jeden z kolegów, który próbuję przechytrzyć jakiegoś okonia pierwszy jego rzut i nagle słysze siedzi , spoglądam na jego szczytówkę no fajnie sie gnie  za chwile słysze nie ma spadł, kolejny spad w dniu dzisiejszym tak jak by ryby się nie wcinały lub brały bardzo delikatnie i ostrożnie. W tym miejscu zabawiliśmy jeszcze ze 30 minut , ale niestety żaden z nas już nic na kiju nie miał, więc ja postanowiłem zrobić jeszcze kilka miejscówek do przodu a chłopaki zaczeli się cofac w stronę punktu gdzie zaczynaliśmy. Stwierdziłem jeszcze 3-4 miejsca i wracam z powrotem, i tak też było z tym że zamiast ryb były 3 zrywki najbardziej nie miłe uczucie dla wedkarza, zerwać przynęty praktycznie miejsce po miejscu. No cóż obrzucałem  jeszcze jedno miejsce niestety bez większych wyników, to już czas by powolnym krokiem dobić do swoich i zejść z wody w ten zimny wietrzny niedzielny dzień, a niebawem kończyć ten pechowy dla mnie sezon.

15.12.19 Prawdopodobnie ostatnia wędrówka ze spinningiem w tym roku , ruszamy w 3 osobowym składzie 4 nas ma dojechać do nas, takie nasze małe zakończenie sezonu. Na miejscu spotykamy się po godzinie 7, po naszą dwójkę wychodzi kolega Witek nasz taki woblermajster w grupi , zawsze coś wystruga dorobi wniesie nowe pomysły. Łowimy dziś na domowym odcinku Bzury  kolegi Witka, od samego rana humory dopisują nawet pogoda też nam się trafiła, także nie jest źle. W trakcie marszu nad wodę rozmowy i plany na nastepny sezon już jakieś pomysły są, w końcu po 10 minutowym marszu jesteśmy nad wodą rozkladamy wędki dobieramy przynęty, wymiana zdań na temat kilku rzeczy i zaraz zaczynamy łowić. Zaczynamy bo najpierw czas na małe rozpakowanie prezentów, które podarował nam kolega co ma dojechać do nas, taki mały prezencik a jednak cieszy a na dodatek zawartość paczuszki wykonana sama i na wiosne na pewno zda egzamin w pogoni za wiosennymi kleniami super. Ale czas zabrać się już za łowienie, zaczynamy w miejscu w którym swego czasu trzymały się miętusy, a czy jest tu jakiś drapieżca tego sie dowiemy. Ja zaczynam standardowo od kopytka w kolorze białym na 15 g główce, łowie z podbicia na razie to łowie to takie mało konkretne słowo, bardziej staram się łowić niestety ryba nie współpracuje i to nie tylko  mi  lecz cała nasza trójka jest na przysłowiowe zero, miejsce piękne nie powiem ale gdybym miał tu łowić stacjonarnie to musiał bym zainwestować jeszcze w stopery do uszu, ponieważ przejeżdzające samochody wytwarzały taki szum mostu, że nie dało rady zebrać myśli nawet na 10 minut. W tak pięknym miejscu próbowaliśmy z dobre 40 minut, niestety nie mieliśmy nawet najmniejszego pobicia, to znak by ruszać już dalej z biegiem nurtu tym razem już za most. Docieramy na kolejne miejsce, to miejsce z serii tych szybszych miejsc na sprawdzenie czy jakiś drapieżnik aby tam nie stoi, bardziej takie kontrolne rzuty. Kilka rzutów i ruszamy dalej , pierwszy mój rzut i nawet przynęta nie wpadła do wody mówię co jest odwracam się za siebie patrzę, a kopyto wisi na gałęzi której nie widziałem no pięknie i trzeba się wiązać na nowo , jak sie nie patrzy to tak jest no cóż. 
Dobra przynęta zdjęta z gałęzi , zestaw na nowo związany to oddam kilka kontrolnych rzutów i dalej w drogę , po kilkunastu rzutach wszystko  jest tak jak sie tego spodziewałem czyli nawet brania. Maszerujemy dalej wychodząc z miejsca patrzę dociera do nas 4 z kolegów , spóźniony bo spóźniony ale ważne że udało mu się dojechać i że połowi razem z nami . To teraz wędrujemy w 4 po łąkach do kolejnego miejsca , schodzimy do wody każdy z nas zajmuje swoje stanowisko i próbuję , ja to miejsce postanowiłem obrzucać i przy okazji sprawdzić swój prezencik czyli jedną z wahadłóweczek  którą dostałem . Szybka zmiana i rzucamy zwijam dość powoli i czuję jej pracę no już mi sie podoba i mam nadzieję że zrobi robote na wiosnę, gdy ja tak testuję wahadełko jeden z kolegów przy mnie holuję szczupaka, niestety pech ryba się spieła tuż przy nogach , a ja wracam spowrotem do przynęt tym razem na 15 g główkę ląduje kopyto w wersji znanej nam jako flagowiec i oddaję nim mocne rzuty pod drugi brzeg pod krzaki, zwijam powoli robiąc co któreś przekręcenie korbką podbicia, może tak się coś skusi. Kilkadziesiąt prób nie przynosi żadnego wyniku, ale widzę kolega ma coś z czymś  tam walczy okoń i niestety i on z wody nie wyjechał bo po raz kolejny się spioł. Po tej spince ruszamy dalej kolejne miejsca obławiane, i kolejne miejsca na zero tak miejsce za miejscem rzut za rzutem i nic kompletnie no cóż. Docieramy na kolejny zakręt Bzury każdy z nas z nadzieją na złowienie swojej ryby i w końcu jeden z nas złowił Szymon ma okonia, dojechał jako ostatni a tak na prawdę już 3 rybka na kiju, coś mu się tam dzieje a my dalej na zero. Przechodzimy kawałek dalej ja zmieniłem na kopyto dragona bandit i próbuję dalej i dalej bez skutku za to ze skutkiem zaczął łowić nasz kolega Szymon który tym razem złowił szczupaka 46 cm, czyli ryby biorą tylko jemu hehe. Następne kilka miejsc omineliśmy odpuściliśmy je sobie, bo to miejsca bardziej z serii miejsc wiosenno - letnich.  Zrobimy jeszcze parę miejsc i się rozbijamy, zrobimy ognisko wypijemy kawę  zrobię obiad wspólnie usiądziemy i sobie pogadamy, podsumowując ten sezon przy piwku i tak też właśnie było. Kolejne miejscówki to tylko u mnie seria zrywek, aj jak ja tego nie lubię ale widze że nie tylko ja się męczę z zaczepami, no cóż taki odcinek rzeki z wybojami na dnie jak ja to podsumowałem. 
Kończymy łowienie na dziś docieramy do miejsca w którym rozpalimy ognisko i się rozbijemy na trochę, bo dziś na obiad z ogniska turecka pizza lahmacun na podpłomykach z mąki orkiszowej, takie coś wymysliłem na dziś, a do tego kubek gorącej kawy. Rozmowy o sezonie i dobre towarzystwo kolegów po kiju czego chcieć więcej, może tylko ryb ale nie one dziś były najważniejsze, tylko wspólna wyprawa kończąca sezon, a ryby to był dodatek. Teraz czas czekać do następnego sezonu wiosennego, szybko zleci byle do  marca. I mimo tego że nie udało złowić się grudniowego sandacza to i tak było super, a wszystkim czytelnikom portalu WĘDKUJE życzę zdrowych i spokojnych świąt Bożego Narodzenia i połamania kija w nadchodzącym sezonie 2020 do zobaczenia nad brzegami rzek .

Opinie (2)

Smolik

Tak to bywa w grudniu na rybach jak Damianie realistycznie przedstawiłeś, a zwłaszcza gdy się spinninguje. Nie zawsze "rozbijamy bank" - czasem trzeba walczyć o każde branie i każdą rybę, albo choć o drobne skubnięcie. Tak to bywa na naszych wodach PZW. Jednak, żeby nie zakończyć pesymistycznie - myślę, że jeszcze wiele dobrego przed nami. Tobie również zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia i wszystkiego co najlepsze w nowym, 2020 roku. Zdrowia - bo to jest najważniejsze a resztę sami sobie wychodzimy nad brzegami naszych wód :) [2019-12-23 21:06]

wyprawy brzegiem

dziękuję za życzonka a dokładnie zdrowie jest najważniejsze bo bez tego ani róż coś o tym wiem niestety po tym sezonie , oby następny był lepszy i pozwolił połowić . A realia Polskich wód wydaję mi się że pewnych rzeczy z pzw nie da sie przeskoczyć każdy wie o co chodzi pozdrawiam [2019-12-23 23:04]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Leszcze raz jeszcze

Sezon 2019 minął mi pod znakiem zwiedzania nowych łowisk. Było jezioro…

Liwiec po raz drugi

Pewnej wrześniowej, wietrznej niedzieli wracałem z wesela, które odbyło…

Społecznościowy Portal Wędkarski wedkuje.pl
2008 - 2020