Zaloguj się do konta

Zegrze w stylu ELDORADO

Wyjazd na Zalew Zegrzyński w stylu ELDORADO

Wraz z kolegą Tomkiem z którym to zawsze tworzymy drużynę na spiningowych zawodach podjęliśmy decyzję, że musimy spróbować swoich sił na dużym zbiorniku. Padło na pod Warszawski, legendarny Zalew Zegrzyński który zdecydowanie do tych większych się zalicza bo ma około 30km2 lustra wody. Okazało się również, że już niedługo są zawody więc dlaczego by nie połączyć jednego z drugim.
Trzecie Ogólnopolskie Teamowe Zawody Spinningowe o Puchar Eldorado odbyły się 29.09.2019r , a skoro na miejsce mamy niespełna 400km postanowiliśmy wyruszyć dzień wcześniej o godzinie trzeciej. Na spokojnie zajechaliśmy do stolicy a nawet kawałek za jej granice by załatwić coś „przy okazji” . Nie mogliśmy sobie odpuścić i nie odwiedzić jednego z najbardziej znanych sklepów wędkarskich w Polsce. Dream World Pleciona bo o nim mowa znajduje się w Warszawie tuż nad Wisłą. Wiele o nim słyszeliśmy więc teraz sprawdziliśmy to wszystko w praktyce. Sklep wydaje się większy na filmach lecz jego powierzchnia mieści tak wiele spinningowego sprzętu ile można sobie tylko wymarzyć i do tego są jeszcze 2 magazyny tak więc towaru starczy dla wszystkich.

Szybki rekonesans i wyciągnięcie informacji od Marasa z Teamu Pleciona zaliczone więc lecimy nad wodę. Zatrzymujemy się na chwilę przy plaży i „molo” żeby móc się trochę przyjrzeć wodzie. Ogrom tego zbiornika jest wręcz przytłaczający, a zarazem przepiękny. Na brzegach można spotkać naprawdę sporo łabędzi które kompletnie nie boją się ludzi. Wręcz przeciwnie lgną do nas niesamowicie.

Dobra koniec tego dobrego czas wziąć się do roboty, musimy przecież wykupić zezwolenie na połów ryb. Można to zrobić on -line i dla członków PZW 3 dni łowienia to koszt 50zł . Teraz trzeba zwodować gdzieś ponton i tu nasze niemiłe zaskoczenie którego w Wielkopolsce nauczeni nie jesteśmy, czyli opłata 40 zł za włożenie pontonu do wody w każdej przystani do której zaglądaliśmy . Poznaniacy nie mogą sobie pozwolić na takie trwonienie środków więc szukamy dalej. Jest, w końcu znaleźliśmy pomost z którego będziemy mogli się zwodować bez dodatkowej opłaty. Nie ukrywam, że byliśmy już mocno zrezygnowani i zdenerwowani w/w faktem.
Ponton napompowany my trochę ochłonęliśmy z emocji jakie dostarczyły nam stanice wędkarskie informując, że na Zegrzu nie da się zwodować nie płacąc. Na pokład bierzemy castingi do około 50g do cięższego łowienia. Średniaki z CW do około 25g i jednego UL do 6 g . Jako echa używamy deepera pro + którego na lince wkładamy do wody. Odpalamy aplikacje i okazuje się, że jest całkiem głęboko już przy brzegu bo około 3m. W pierwszej obławiamy spadek z około 3,5 do 7m który ciągnie się praktycznie przez cały odcinek od mostu drogowego do tamy w Dębie . Bez efektów mimo próby łowienia od 1g główek i małych przynęt, aż po tzw. Kotlety czyli przynęty 18cm+ i główki 20g . Przepływamy na drugą stronę zalewu po drodze zatrzymując się na ciekawszych naszym zdaniem miejscówkach których nie brakuje. Dno niesamowicie zróżnicowane od 3m do ponad 8 nie zależnie czy blisko brzegu czy daleko możemy spotkać wszystko. Po obu stronach znajdziemy wiele grążeli przy których obowiązkowo należy spróbować swoich sił. Przepływając kawałek przez grążele zaczyna się tak zwana „klatka” czyli miejsce w którym woda praktycznie stoi a wpłynąć można tylko jedną drogą. Jest to kolejne miejsce na naszej liście do odwiedzenia. Obławiając grążele podjęliśmy decyzje, że należy już pomału wracać bo zaczyna się robić już mocno szaro. Ciężko było wrócić z powrotem bo na echo co kawałek pokazywały się piękne spadki czy górki oraz piękne zapisy na Echosondzie . Niestety spływamy o kiju , ale rzutem na taśmę postanawiamy zbadać grążele tuż przy miejscu naszego wypłynięcia. Ryby zaczynają się spławiać przy powierzchni więc do wody leci wobler typu poper, kilkanaście charakterystycznych plumknięć i nadal nic. Jak powiedział mi kiedyś bardzo doświadczony wędkarz spinningista „na popera nie zawsze biorą, ale często aktywują rybę do brania” zmieniam przynętę na klasyczne kopyto w rozmiarze 2 cale które posyłam 10 cm od linii zaczepów pierwszy opad i jest atomowe uderzenie. Niesamowicie szczęśliwy, bo w końcu udało się coś zaciąć w ciąż mam w głowie brak stalki czy jakiegokolwiek przyponu a tylko krętlik z agrafką przywiązany do plecionki 0,06mm . Walka trwa już chwile i czuję na końcu zestawu sporego przeciwnika czuję również jak plecionka przeskakuje po zębach szczupaka. Mówię do Kolegi „ Zaraz odgryzie” i już 2 sekundy po tym niestety tak się stało. Odrobinę zawiedziony zwijam zestaw i nie pozostaje nic innego jak spłynąć i się pakować do hotelu. Ponton na zawody nie jest nam potrzebny bo wynajmujemy od organizatora łódkę.
Rano zapisy na zawody potwierdzające przybycie zaczynają się o 6 rano więc wstajemy o 4:40, jemy hotelowe śniadanie pakujemy się do auta i w drogę z powrotem nad wodę. Mieliśmy do przystani z której startowały zawody około 5km więc dość blisko. Rejestracja, odebranie pakietów startowych i zaczynamy się pakować na łódkę wskazaną przez bosmana. O 7 jest odprawa w której organizatorzy poinformowali o najważniejszych punktach regulaminu, i tutaj małe wtrącenie, całą imprezę oceniam na duży + , ale szkoda, że informacji o wymiarach ryb nie było podanych wcześniej jak i całego szczegółowego regulaminu. Skoro jadę na zawody i płacę za nie to zgadzam się na regulamin i chciał bym wiedzieć na jaki. Ten mały szczegół nie popsuł jednak całokształtu imprezy. Wypływamy i czekamy na sygnał do statu. Gdy tylko się rozległ ruszamy na miejsce które wytypowaliśmy dzień wcześniej. Niestety miejscowi okazali się szybsi i zajęli wytypowane przez nas miejsce. Trudno, trzeba korzystać z innych miejsc . Cztery godziny łowienia nie przynoszą nam efektów jakich byśmy oczekiwali. Stajemy na głowie, dwoimy się i troimy, aby dopaść jakąś rybę i zapunktować. Dopływając do klatki od strony tamy zatrzymujemy się przed grążelami. Machamy na różne sposoby, duża przynęta + duża główka, mała przynęta + duża główka , mała przynęta i mała główka aż w końcu wpadła mi w ręce klasyka Relax kopyto 4L w zielonych odcieniach uzbrojone w główkę 5g i długi hak. Dosłownie 2 machnięcia a na drugim końcu uderza Szczupak, naprawdę waleczny i w pełni sił. Tomek podaje mi podbierak, sprawna akcja i jest. Wkładamy go do siatki. Zakładamy kamizelkę która daje znak sędziom , że mamy rybę do miary i mogą podpłynąć. Logiczne jest, że na tak wielkim zbiorniku wodnym nie przypłyną raczej od razu. W międzyczasie staramy się coś jeszcze dołowić. Tak jak do siatki wkładałem jednego szczupaka i nic więcej tak okazuje się po 5 min że jest tam jeszcze płoć 15cm. Nasz zębaty przyjaciel tak się zestresował, że ją zwrócił co oznacza, że pajki żerują . Niestety była to jedyna ryba jaką udało nam się przechytrzyć tego dnia. Choć staraliśmy się jak mogliśmy kończymy zawody z jednym szczupakiem 60,2 cm . Zdaliśmy kartę połowu sędziemu i udaliśmy się do kolejki po ciepły posiłek w formie grillowanej karkówki lub kiełbaski oraz kilku dodatków. Szczęścia nie mieliśmy również przy losowaniu dodatkowych nagród . Mimo wszystko wyjazd uważam na udany bo dobrze się bawiliśmy , poznaliśmy nowych ludzi , a przede wszystkim nową dla nas wodę która sporo nas nauczyła.
Pogoda przez 2 dni nas nie rozpieszczała ponieważ mocno wiało było pochmurnie i przelotnie padało. Finalnie zajęliśmy 38 lokate na 68 teamów, wynik nie powala, ale nie jest też najgorzej biorąc pod uwagę absolutny brak znajomości zachowań tamtejszych ryb oraz samej wody i miejscówek. Zawody zdecydowanie mogę polecić innym i zachęcić do wzięcia w nich udziału w przyszłym roku.

Wracając do domu mieliśmy sporo czasu na przedyskutowanie tego co się dowiedzieliśmy i nauczyliśmy na Zalewie Zegrzyńskim, oraz oczywiście ustalić plan na kolejne wyjazdy. Będzie ich w tym roku jeszcze na pewno sporo bo prawdziwy sezon na szczupaki i sandacze dopiero się zaczyna.

Pozdrawiam
Maciej Kominowski

Opinie (0)

Nie ma jeszcze komentarzy do tego artykułu.

Czytaj więcej

Społecznościowy Portal Wędkarski wedkuje.pl
2008 - 2019