Zaloguj się do konta

Gdzie są te Liny?

Chciałbym się z kolegami podzielić niewielką, a może nawet mało ważną tajemnicą i moim spostrzeżeniem. Opiszę krótko - treściwie. Gdzie, kiedy i jak znaleźć niby  (tak trudny okaz) jakim jest LIN. Wcale to nie jest takie trudne jak nam się wydaję, wystarczy jeżeli znamy odrobinę naszą wodę. Nie musi być znajomość  z punktu widzenia zarysu dna, zobaczcie jakie to bagatelnie proste, " Musimy wiedzieć gdzie występuje roślinność". Taka jak : Lilie, moczarki, tatarak, żabieniec itp. (Przedstawione na zdjęciach). Fot. I.K- SVT.

Wielu z was czyta i słucha starych wyjadaczy, jakimi są nazywane przeze mnie " PIERDZI-STOŁKI". To jest typ ludzi , którzy szukają ryb na zimowiskach, unikajmy ich teorii i praktyk. Naszym wyzwaniem jest dostać ten gatunek kiedy nam przyjdzie ochota na walkę z nim. W takim bądź razie przejdźmy do sedna. 

W tym artykule opiszę stan poszukiwań i łowienia na rzece, akurat takie zbiorniki bardziej rozwijały, rozwijają mój zmysł. Wychowałem się nad takimi wodami i sam z siebie, szukałem szczegółów, jak dobrać się temu gatunkowi do tak zwanej "D...py". Człowiek się uczy całe życie, nie myślcie że ja już wszystko potrafię, bo to się minie z celem. Przyznaję że jeszcze nie umiem wszystkiego, lecz sobie wyostrzyłem zmysł i mam nosa do linów. Trzeba być czujnym , nie dając sobie zbyt wielkiej pewności. Zacznijmy od pory roku, mija zima, czekamy na pierwsze ocieplenia. Nie będą, nawet nie muszą to być temperatury "Afrykańskie". Wystarczy że to będą początki plusowych temperatur, miesiąc jaki jest ważny dla ryb, to druga połowa Lutego. Wtedy wszystkie ryby wychodzą z tak zwanych zimowisk (skupisk wytrwania, głębokich części wód). Znam wiele takich odcinków na Rzece Nogat, staram się je omijać. Pierwszym gatunkiem, który  rusza z zimowiska są płocie, za nimi podążają leszcze, które są stałymi bywalcami rzeki. PODKREŚLAM -Tutaj można wiele opisywać, ale nie mamy w naszej wodzie dużo tak zwanych ( miejscowych leszczy).

Wchodząc z Zalewu Wiślanego, zatrzymują się na tak zwanych zimowiskach, ponieważ to pierwsza najłatwiejsza stołówka, dlaczego stołówka? Tam gdzie zimuję miliony ryb, znajdują się różnego rodzaju pijawki, poczwarki i robactwo (insekty). Wiele mniejszych ryb umiera, niektóre od chorób, inne od ścisku. To tak jakby setki osób zamknął w jednym pomieszczeniu, na tak długi czas (Grudzień, Styczeń, Luty).

Przedzierając się między tłumami ryb, leszcze które żerują , naruszają spokój innych gatunków, rozpychając się i robiąc zamulenie wody. Takie zamulenie i kocioł nie pozwala innym rybom na oddychanie, zaczyna brakować tlenu i są zmuszone opuścić swoje terytoria spoczynku. Wychodzą w koryto rzeki, na samym początku nie oddalają się zbyt daleko, wracając na zimowiska. Z dnia na dzień, przemierzają coraz większe odcinki. Temperatura plusowa, wystarczy 5 stopni aby nagrzewać płytsze odcinki akwenu. Na tych odcinkach zaczyna się życie, pobudzają się rośliny do pierwszych rozkwitów, kiełkowań. Pojawiają się różne larwy, poczwarki, ślimaki i racicznice. (Racicznica - przysmak Leszcza i Lina). Ja właśnie na takich odcinkach zaczynam poszukiwania. Nic mnie nie wystraszy, w lato sobie zawsze planuję, obserwując gdzie najwięcej jest ( Lilii, rogatek sztywny, moczarka kanadyjska, manna mielec itd). Pływając łodzią, chodząc ze spiningiem określamy miejsca, na zasiadki.

Zestawy na jakie łowię to dla wielu wyda się prymitywne, ale to zwykły ciężarek ołowiany, nie przekraczający 35 gr. Często używam od 20 gr do 35 gr. One mi pozwalają na dalekie rzuty, a potrzebuję wykonać je do 50 m. Nie używam ciężkich, po pierwsze aby nie zrobiły zbyt wielkiego hałasu. Druga ważna sprawa, na tak płytkich i porośniętych latem miejscach znajduję się wiele zaczepów jak korzenie lilli i opadłej moczarki. Ważne jest aby po zacięciu ryby, siłowo ją poderwać od dna i nie pozwolić na zejście niżej (tracimy naszą zdobycz). A tego chyba nie chcemy. Żyłki jakie stosuję to od 0.25 do 0.30mm. Mój zestaw to odwrotny boczny trok, ciężarek na samym dole, a wyżej nad nim robię trok z hakiem (mniej zaczepów), na którym uwieszę swoją rosówkę. Ważne jest, naprawdę bardzo ważne: nie nęcimy niczym, gdyż wtedy pojawi nam się w łowisku drobnica, płocie, wzdręgi , jazgarze, różanki. Sam ciężarek i rosówka.

Taki zestaw jest najbardziej skuteczny, wiadomo że pojawią się wpadające dorodne leszcze, karasie. Niech to nikogo nie zraża, przyłowy innego gatunku też są fajne. Lecz między przyłowami będą często się uczepiać okonie, musimy być zaopatrzeni w większą ilość dżdżownic. Ja nie mam z tym problemu, mieszkam na wsi , posiadam ogród i działki, sam potrafię je złapać i nie wydaję na to pieniążków. Okonie będą zadręczać, ale kiedy pojawi się stadko (grupa) Linów, momentalnie okonie odejdą, Liny przemierzają w stadach od 5 do 7 osobników. Wiadomo po holu jednego z grupy, inne się przesuną, ale nie za daleko, może to być 2 metry do 10 m. Nie zarzucajcie zestawu w to samo miejsce, szukajcie w okolicach , raz rzucamy bliżej, dalej, na boki itd. Nie obrażając nikogo, moich wielu kolegów popełnia ten błąd, umieszczając zestaw cały czas w tym samym miejscu gdzie złowili lina. Wtedy mogą sobie posiedzieć dłużej nawet do dwóch godzin i narzekają na brak brań, strzelając że ja sobie obrałem lepsze miejsce. Ale kto potrafi, poradzi sobie w każdym miejscu, wystarczy wyciągać wnioski i uważnie słuchać kiedy tłumaczę.

Haki jakie ja stosuję to haczyki od 2 do 6 z szerokim kolankiem. Lubię duże haki z krótkim trzonem, pozwalają na pewne wcięcie. Wtedy z dobrze ustawionym kołowrotkiem, zacinamy i pompujemy żeby oderwać prosiaczka od dna. Jak ja to nazywam, kiedy ryba na haku, zielsko mi nie groźne. Jak traficie na zaczep, wystarczy popuścić rybie (dać luz na żyłce), nawet na 15 minut jeżeli mamy pewność że się nie spięła. Wyjdzie z zaczepu , dokończymy swoją walkę. Z czasem miejsca w jakich łowimy liny porastają roślinami, co nam utrudni połowy, musimy wtedy szukać nowych stanowisk ( bliżej koryta, otwartych odcinków). A najlepiej dać sobie spokój. Znowu z moim podejściem, ja zaczynam spiningować, czasami sobie robię zasiadkę na noc. Ku zdumieniu mam dla was miłą niespodziankę. Wracamy w te miejsca późnym latem, jesienią. Zielsko obumiera, opada. Ryby tam są ponieważ intensywniej żerują przed zejściem na zimowiska. Wtedy zaczynamy nęcenie selektywne, ja używam ziaren , a do nęcenia służy mi rakieta. 

Ziarna : Kukurydza, Groch.

Dwie trzy rakiety 300 gr paszy leci w stanowisko, czynię to przez trzy dni. Nie łowiąc w ciągu dni karmienia. Dopiero wracam na czwarty dzień gdzie znowu, łowię na sam ciężarek i rosówkę. Czasami wspaniałym przyłowem są węgorze. Bawimy się łowieniem linów jak z wiosny, wiadome że mniej brań i holów lina. Ale jak się wstrzelicie to 2 -3 spokojnie złowicie. A to już każdego wędkarza mordę cieszy.

Pozdrawiam i życzę miłej lektury : I.K- SVT.

Opinie (0)

Nie ma jeszcze komentarzy do tego artykułu.

Czytaj więcej

Wakacyjne karasie.

Na wstępie pragnę poinformować,że to mój pierwszy artykuł,więc…

Społecznościowy Portal Wędkarski wedkuje.pl
2008 - 2019