49cm nie...szczęścia
Marek Dębicki (marek-debicki)
2012-07-17
Już podczas zawodów wędkarskich trwających dzień wcześniej dało się zauważyć intensywne żerowanie okonia w powierzchniowej części jeziora. Objawiało się to licznymi wypryskami drobnicy, sporymi zawirowaniami, a niekiedy wręcz towarzyszącemu tym zjawiskom cmokaniom, kiedy drapieżnik dopadał małe ofiary. Towarzyszyła temu niesamowita parnota i w powietrzu czuło się przysłowiową wodę. Nie pozostawało więc nic innego jak tylko spróbować szczęścia ze spinningiem. Poranek nie zachęcał jednak do wędkowania, tym bardziej, że szybko przemieszczające się po niebie granatowe chmury nie wróżyły nic dobrego.
Zmienna pogoda przeplatana w większości opadami deszczu, z nielicznymi przebłyskami słońca sprawiła, że wybrałem się nad jezioro dopiero po południu. Słońce chyliło się już ku zachodowi odsłaniając kawałek czystego nieba, jednocześnie jakby przeganiając ostatnie cumulusy z ciemnymi podstawami w kierunku północnego brzegu. Refleks odbicia słonecznego światła od powierzchni jeziora był tak silny, że bez okularów przeciw słonecznych spinningowanie pod słońce było wręcz niemożliwe.
Po zejściu na pierwszy pomost ze względu na mocne nasłonecznienie zatrzymuję się jeszcze na kładce prowadzącej do pomostu schowany częściowo pod koronami rozłożystych olch. Na wodzie pojawiają się pojedyncze kółeczka spławiającej się drobnicy jednak nie widać oznak żerowania okoni. Wielokrotne próby z różnymi riperkami na różnych głębokościach, nawet po zmianie stanowiska nie dają żadnego efektu. Czyżby okonie też zmęczyła ta zmienna pogoda. Stosując różne chociaż bezskuteczne sztuczki, docieram kolejnymi pomostami w rejon cypla, gdzie jest przejście z 3-4 metrowego blatu na większą głębokość. Przy jednym z pomostów umiejscowionych na cyplu grasuje spore stado uklei, może więc tutaj dopisze mi szczęście. Jak poprzednio pozostaję zamaskowany w głębi pomostu.
Zakładam na początek kilku centymetrowego woblerka, którego posyłam pod grasującą bezkarnie opodal drobnicę. Pierwsze prowadzenie i cisza. Przy drugim wyprowadzam przynętę nad rogatek umiejscowiony w tym miejscu na głębokości około 2m kiedy następuję silne szarpnięcie wędziskiem a następnie pociągnięcie zestawu do dna. Wiem już, że to nie okoń ale na 99% zębaty. Ryba jest na tyle silna i waleczna, że zdecydowanie odchodzi od pomostu, a hamulec kołowrotka ustawiony delikatniej pod okonia pięknie zasygnalizował ten manewr przyjaznym terkotaniem. Kolejne podciągnięcie zestawu prowokuje drapieżnika do wyskoku nad powierzchnię połączonego z agresywnym zatrzepotaniem masywnym ciałem.
Ta chwila wyskoku nad powierzchnię ukazuje mi, że wobler cały spoczywa w pysku drapieżnika, a szczupak chociaż nie największej długości jest dość masywny, co daje szybko poznać kolejnymi młynkami i odjazdami.
Kiedy w końcu udało się wprowadzić rybę do podbieraka okazało się, że ciekawy hol nie zakończył całej przygody z drapieżnikiem. Trzeba było delikatnie usunąć przynętę z pyska drapieżnika. Niezbędnymi narzędziami przy tym zabiegu okazał się rozwieracz i szczypce bez których usunięcie głęboko połkniętej przynęty było by niemożliwe. Pomimo lekkiego zakrwawienia 49 cm nie…szczęścia powróciło w dobrej kondycji do wody szybko nurkując do dna pod pomost. Nawet się nie obejrzałem jak dzień dobiegał końca, a słońce zaczęło znikać za koronami drzew. Trzeba więc kończyć wędkowanie, klarować sprzęt i powoli, aczkolwiek niechętnie wracać do domu.